Kapłan to Alter Christus,

więc jest to do Ciebie kapłanie . . .

W Wielkim Poście

przed Najświętszym Sakramentem. . .

Historię swoją wyznaję Ci Panie . . .

 

Czytam w Tryptyku Rzymskim Jana Pawła II

- Omnia nuda et aperta sunt ante oculis Eius i

Czyż nie chcą dla siebie być prawdziwi i przejrzyści –

jak są dla Niego?

 

Oszukać . . .

Dlaczego świat chciał mnie oszukać?

Zasłonić przede mną prawdziwego i przeźroczystego,

promieniującego wewnętrzną wspaniałością?

Dlaczego świat nienawidzi prawdziwych i przejrzystych?

 

Dorastałam duchowo i dobiegał mych uszu niefrasobliwy szept

- "każdy ma coś wstrętnego do ukrycia".

Nie zwracałam na to uwagi, ale szept potężniał,

przeobrażał się w złowieszczy, demoniczny chichot

- "każdy ma coś wstrętnego do ukrycia, każdy ma..."

Zdawał się zapewniać, że nie ma przejrzystych i prawdziwych,

każdy ma wewnętrzne lochy,

w których przechowuje zniewolenia i nieprawości.

Płakałam. Nocami płakałam.

 

Nie miałam odwagi przyznać się, że nie wiem, o co chodzi, że nie rozumiem mowy świata. Ale świat natarczywie i niecierpliwie domagał się świadectwa, żeby wystawić mi swój dowód tożsamości, pasować na "swojego" człowieka. Nie chciałam tego dokumentu, zignorowałam naciski świata.

 

Bunt. Skąd wzięłam odwagę do buntu? Czy to aby na pewno była moja odwaga?

Kto zamykał bramy wewnętrzne przed najazdem "inżynierów zepsucia", kto odpędzał sprzedawców demonicznej pychy samozbawienia, czy wreszcie subtelniejsze ataki wimagonowanej kasty biznesmenów ducha, którzy zapewniali, że geniuszem modlitewnej przedsiębiorczości i przemyślności można oczarować Pana i "załatwić" sobie czy innym dowolną łaskę? Czyż to nie Ty, Oceanie Miłosierdzia ukrywałeś mnie -najsłabszą ze słabych- w bezpiecznych przestrzeniach łaski? Wyrok wydano -wykluczyć, stanowczo wykluczyć. Czytam- Vigilavi et factus sum sicut passer solitarius in tecto. Panie, opuszczony do ostatniego włókna istnienia. Samotność, trzeba przejść oczyszczające osamotnienie przed Wielkim Spotkaniem.

 

Wyssałam Cię z mlekiem matki

- Wiaro moja . . . Miłości moja . . .

 

A jednak, a jednak zachowywałam się tak, jakbym nie mogła Cię przyjąć "na wiarę", jakbym nie mogła Cię kochać, nie upewniwszy się przedtem, że nie ma na ziemi i aż po krańce obłoków niczego, co mogłoby zachwiać moją wiarę, podważyć miłość, przyćmić Cię. Zapamiętale przetrząsałam grzęzawiska rzeczywistości, buszowałam w kosmicznych zakamarkach swoim wścibskim i wszędobylskim umysłem. "Flirtowałam" z bożkiem wiedzy i nauki. Znał moje upodobania do wzniosłości, wiedział, że może mnie przy sobie zatrzymać tylko wtedy, gdy będzie podsuwał mi wytwory arystokratycznego ducha- najdorodniejsze owoce poznania. Z niejednego "pieca poznania" pozwalał mi kosztować chleb. . . . Amor erga rem aeternam, philosophia perennis . . . lecz każdy chleb miał nie ten smak. To nie był mój chleb. Gdzie rosły moje łany, gdzie dojrzewał mój chleb?

 

Nasyciło się oko patrzeniem. Napełniło się ucho słuchaniem. Serce zarządziło koniec podróży.

 

 Czytam w książce J. Guitton'a „Sens ludzkiego czasu”:

 

„Istnieje czas wyższego rodzaju, do którego człowiek wznosi się dzięki zmianie filozoficznego punktu widzenia a który nie różni się od wieczności. Niżej toczy się czas powszedni, właściwy sferze zwykłego działania, ale umysł odrzuca ten czas jako fikcję. Twój jest czas. "Panie, który mnie ciszą poisz i karmisz błękitem"

 

Jestem, oto jestem i wystawiam swoją nagą, bladziutką duszę na działanie promieni wychodzących z tabernakulum, pozwalam jej na leżakowanie w Bożym solarium, na ufny spoczynek przy Twoim sercu. I powtarzam za Lucyną Westwalewiczówną -

 

"Nie lękam się Twej łaski palących promieni.

Nie boję się Twych skwarów, suszy i upału

Serce ku nim podnoszę, niby palma śmiała:

Wiem, rozkwitnę w nich bardziej niż w oazy cieniu. . .

I choć z żaru omdlewam i nie mam już siły

 

Wierzę, Ogniu trawiący, w Twoją mocną Miłość!!!!!!!

Jednej ja tylko rzeczy boję się i lękam:

Boję się tylko siebie i mojej zmienności.

Boję się, bym nie zdradził Zazdrosnej Miłości

Twojej miłości twardej -dla miększej- człowieka.

 

Pierwszy Widzący, jak nazwał Cię Ojciec Święty, proszę Cię

Ty, który przenikasz nas do szpiku kości

spraw, abyśmy zawsze chcieli być prawdziwi i przejrzyści dla siebie,

jak nadzy jesteśmy przed Twoim Nieskalanym Obliczem.

 

Jolanta Lesiuk

silence78@wp. pl