Boże Narodzenie - Pasterka        Msza rano    Msza w dzień

(Iz 9,1-7; Tt 2,11-14; Łk 2,1-14)

Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość ...

 Historyczny fakt, umiejscowiony precyzyjnie przez św. Łukasza Ewangelistę stał się początkiem Historii Zbawienia ludzkości. Ale przecież nie jest to tylko historyczny fakt, jak wiele innych. Nie jest to tylko jeden z wielu historycznych faktów. Doniosłości i znaczenia tego faktu nigdy nie będziemy w stanie do końca poznać, zrozumieć i ocenić. Bóg stał się człowiekiem. Bóg narodził się wśród ludzi, otworzył nam drogę do Ojca, uczynił nas dziećmi Bożymi ... Cokolwiek by powiedzieć będzie to zawsze za mało, będzie to zawsze nieudolne i zawsze dalekie od prawdy ujmującej i najgłębszej, prawdy niewyrażalnej i niewyobrażalnej, prawdy o Miłości Boga do człowieka.
 

Może więc lepiej zacząć od drugiej strony, od strony człowieka i jego odpowiedzi na tę Miłość? Tylko, że wtedy znowu powstaje trudność, bo jak odpowiedzieć na coś czego się do końca nie zrozumiało... ? Kiedy Bóg pochyla się nad człowiekiem, kiedy Bóg przychodzi do człowieka, to wypada jedynie klęknąć i adorować, pochylić się w milczeniu nad Bogiem złożonym w żłobie i pozostać tak ... być może przez wieczność. Prawda nieogarniona i jakże często zapomniana, zasłonięta jedynie bożonarodzeniowymi tradycjami. Prawda o Bogu-Człowieku, Prawda o Bogu, który tak bardzo ukochał człowieka! Tylko czy ja zdaję sobie choć odrobinę sprawę z ogromu tej Miłości? Czy ja próbuję chociaż przez chwilę poddać się wielkości tej prawdy? Czy przypadkiem ogromu tego wydarzenia nie sprowadziłem jedynie do słodkawych kolęd i "pobożnego" uczestnictwa w Pasterce, do łamania się opłatkiem i pustych, okrągłych życzeń przy wigilijnym stole, do białego obrusa i sianka pod nim?
 

Jakże łatwo zbanalizować największe prawdy i "oswoić" największe i najbardziej niezwykłe wydarzenia ... "Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światło ..." tylko, że my zamieniliśmy to światło ... na świecidełka ... 

 


 

        Boże Narodzenie - Msza rano

(Iz 62,11-12; Tt 3,4-7; Łk 2,15-20)

 

Moje Boże Narodzenie

Zawsze zastanawia mnie fakt jak trudno jest nam wyjść poza codzienność, poza nasze szare i przyziemne sprawy. Próbujemy to czynić przy pomocy różnych (nie zawsze najlepszych) środków. Urządzamy zabawy, pikniki, prywatki, bale, święta i festyny. I co nam najczęściej z tego pozostaje? Niewiele, albo prawie nic ... czasami tylko ból głowy i pustka w kieszeniach. Ale czy jest dla nas prawdziwym świętem np. Boże Narodzenie? Czy umiemy je świętować? Przypominam sobie z mojego dzieciństwa rodzinne święta w domu. Ogromne morze wolnego czasu, leniwie i uroczyście płynące godziny świątecznych dni, zapalone lampki na choince i ciepły, dobrze nagrzany piec, odświętnie wysprzątane mieszkanie i czasami (w drugi dzień świąt) odwiedziny gości. Tak, to było świętowanie, szło się do kościoła, śpiewało kolędy, szkoda tylko, że również znaczną część tych świątecznych dni spędzało się przed telewizorem ... Wszyscy pamiętamy te święta sprzed 25-30 lat, na pewno uboższe i skromniejsze, a jednak pełne uroku i niepowtarzalnej atmosfery świętowania. A jak jest dzisiaj? Czy my mamy czas na świętowanie? Czy możliwości jakie się przed nami otwarły; łatwiejsza komunikacja, wczasy zimowe, możliwość wyjazdu na narty do Austrii, bardziej dostatnie życie ... nie spowodowały, że zatraciliśmy umiejętność świętowania, że nasze święta są pełne pośpiechu, napięte, że często nie ma tam nawet czasu na świąteczną Mszę świętą? Jak przeżywam moje Boże Narodzenie? Może za dużo jest tam wizyt, za dużo pośpiechu, za dużo pustych i nic nie znaczących odwiedzin, ucieczki od rodziny, szukania odpoczynku na siłę, ucieczki od Boga i od prawdy, która jest przecież centralnym punktem tych świąt?
 

Czy my umiemy jeszcze świętować, wyjść z naszej codzienności, z szarych codziennych spraw i interesów?

A może ja się starzeję i żyję już tylko wyidealizowanymi wspomnieniami? A co z tych obecnych świąt mają dzieci w naszych rodzinach? Dużo prezentów i zabawek, Św. Mikołaj i Gwiazdor, Dziadek Mróz i Gwiazdka ... i u niektórych frustracje, że kolega dostał prawdziwy komputer a ja tylko grę lub nowe buty.
 

Niech radość pasterzy będzie i naszym udziałem. Bóg narodził się wśród ludzi, cieszmy się tym, że do nas przyszedł, że stał się jednym z nas. Niech to będzie centralnym punktem naszego świętowania. Umiejmy to zachować w naszych sercach, jak Maryja, która rozważała to i strzegła w swoim sercu.
 

 Spokojnych i radosnych, chrześcijańskich i prawdziwie religijnych świąt życzmy sobie nawzajem.

 


 

Boże Narodzenie - Msza w dzień

(Iz 52,7-10; Hbr 1,1-6; J 1,1-18)

         Na początku było Słowo ...

Cóż piękniejszego niż słowa Jana, pełne głębi i poezji?

"Na początku było Słowo,

a Słowo było u Boga,

I Bogiem było Słowo.

Ono było na początku u Boga.

Wszystko przez Nie się stało,

a bez Niego nic się nie stało, co się stało.

W Nim było Życie,

a Życie było światłością ludzi,

a światłość w ciemności świeci

i ciemność jej nie ogarnęła (...)

 

A Słowo stało się ciałem

i zamieszkało wśród ludzi (...)

 

Tylko, że niestety "Przyszło do swoich, a swoi Go nie przyjęli ..."

Jakże smutne to i prawdziwe ... jakże prawdziwe i bolesne ... ja także należę do tych, którzy Go nie przyjęli ... "Wielokrotnie i na różne sposoby przemawia Bóg do człowieka .." Przemawia do nas również przez swoje Słowo Przedwieczne, przez swojego Syna ... tylko czy my rozumiemy to Słowo?


 

Boże Narodzenie 2001 

 

Boże Narodzenie 2002