Jak widać, nie tylko pytania, ale także pogłębione refleksje i komentarze są odpowiedzią na moje nieudolne rozważania w dziale "Metafizyka na co dzień". Chętnie je publikuję, bo one na pewno przyczyniają się do pogłębienia naszej wiary. Oto kolejna partia takich właśnie pogłębionych duchowo i teologicznie rozważań. Tym razem ...

BARBARA KOMENTUJE:

1.            ISTNIENIE BOGA             Czyż nie jest tak, że w większości z nas zwykłych szaraczków, co to swego czasu uczęszczały na lekcje religii czyli katechizm dla dzieci - tkwi nieprawidłowy pogląd że istnienie Boga należy tylko i wyłącznie do prawd wiary i że o Bogu się nie dyskutuje (bo to grzech!!!)? No owszem, dyskutować może święty, ale nie my. Nie chcemy z lenistwa, a może lęku (coś z tym odkryciem trzeba by było zrobić), a może nie umiemy używać danego nam rozumu do poznawania i udowadniania istnienia Boga. Chyba niewielu współczesnych chrześcijan – katolików - słyszało i przejęło się stwierdzeniami Soboru Watykańskiego I -go "Gdyby ktoś powiedział, że Bóg jeden i prawdziwy, Stworzyciel i Pan, nie da się poznać co do istnienia, z tych rzeczy. które są stworzone, światłem naturalnego rozumu ludzkiego, anathema sit!"" (sesja III w Kanonach, Denz. 1806). Czy też słowami Piusa X - "Bóg może być z pewnością poznany i udowodniony" (Denz. 2145). Czy dzisiaj u początku trzeciego tysiąclecia nie powinno być to indywidualne zadanie dla naszych "gnuśnych" mózgów, do wspartego wolną wolą wykorzystania rozumu, bo się potem nie wytłumaczymy i będzie nam "głupio". Łatwo się mądrzymy na każdy dowolny temat - polityczny (który dziś jest ważny a jutro już zastąpiony nowym bardziej skandalizującym), medyczny, ekonomiczny i socjalny, powtarzamy slogany, zasłyszane opinie i poglądy z radia, prasy, telewizji i ... przestajemy myśleć i zauważać, przestajemy wyciągać wnioski i ... Bóg staje się pomału przedmiotem wiary, niezrozumiałym, dalekim. Pamiętając o piekle (tak na wszelki wypadek) - przestajemy wierzyć w niebo i każda śmierć bliskiej osoby jawi się jako koniec własnego świata. Jakże często stwierdzamy "to wszystko nie ma sensu", a chciałoby się zapytać "to" czyli właściwie "co". Zaczęłam się zastanawiać nad swoim trwającym przecież nadal poznawaniem Boga - Bytu absolutnego, immanentnego i transcendentnego, Natury stwarzającej, Stwórcy wszechrzeczy, Życia, Światłości wiekuistej, Ducha najczystszego, Istniejącego, Tego który Jest, Najwyższego i Świętego (tych nazw każdy zna więcej niż ja i to pewnie we wszystkich językach - nie będę tu przepisywać mądrych ksiąg). Nie tylko wierzę ale i wiem w środku, że ON JEST. brak mi natomiast nieraz moich własnych prawidłowych słów na opisanie tego wewnętrznego przekonania. Im bardziej poznawałam - w ramach nauki jak i zwykłego patrzenia na pączek sosny - otaczający świat, nie uczyniony ludzką ręką, tym bardziej byłam pewna podziwu dla jego zupełności, doskonałości, rozmaitości i niepowtarzalności każdego listka i kwiatka (dziewczynki to po prostu to wiedzą z doświadczenia, plotąc wianki), na to nałożyły się prawa logiki, matematyka, odkrywanie fizyki, chemii, astronomii, zasad biologii, budowa modeli ekonometrycznych itd. I wszędzie padało stwierdzenie uczonych - "odkryłem to a to i bardziej lub mniej skomplikowany dowód na potwierdzenie swojego odkrycia". Nie wynalazłem ale odkryłem. Skoro tak -myślałam sobie- to znaczy, że takie prawo, zasada po prostu istniała i jeżeli tak, to ktoś inny musiał ją określić i pozwolić jej działać. No i taką drogą, kolejnych przybliżeń, mój rozum dochodził do poznawania Stwórcy, Planisty i Prawodawcy. Ponadto im większy uczony tym prościej mówił o Bogu (o ile się chciało sięgnąć do jego dzieł, a nie szkolnych opracowań). I tu zgodziłam się z czyimś (Pasteur’a) powiedzeniem - "mało wiedzy od Boga oddala, dużo wiedzy do Niego prowadzi". Czyż szczycąc się kolejnymi wynalazkami, jako ludzkość jesteśmy na etapie mało wiedzy - czy też dużo wiedzy. Chyba się w ogóle nad tym nie zastanawiamy i nie dociekamy, jak i po co, coś działa (oprócz wąskich gron naukowych), ale generalnie raczej, jak możemy to "nowe" wykorzystać do większej wygody aktualnego życia, do życia bez bólu, cierpienia i może w końcu bez śmierci. Nie wiem, czy zauważyłeś że informacja o tym że genom DNA kobiety musiał powstać z genomu DNA mężczyzny (przy okazji ostatnich odkryć), przeszła bez publicznego echa. Pomyślałam sobie - aha - znowu niedługo "odkryją" kolejną prawdę zapisaną od tysięcy lat w Piśmie Świętym.

2.         MOJE ISTNIENIE               No tak, faktycznie mogłoby mnie nie być, ale jednak jestem, tu i teraz. Zostałam powołana do życia. Ale zawsze mnie interesowało jak to się dzieje na poziomie komórkowym, i dlaczego nie zawsze z dwóch komórek powstaje nowe życie. Do tej pory co poniektórzy naukowcy rozkładają ręce - i stwierdzają „to jest tajemnica”, nie wiemy. Inni po prostu przechodzą nad tym do porządku dziennego (przynajmniej takie odnoszę wrażenie) i dają zupełnie nie przekonywujące wyjaśnienia. A więc nie w naszych ludzkich rękach leży powoływanie w dosłownym sensie nowego życia. Nie jest to też ślepy przypadek, bo wśród bytów ożywionych nie ma przypadku. Codziennie rano, po obudzeniu przechodzi mi przez głowę, czy jeszcze istnieję? Aha boli to pewnie tak (takie myślenie z pogranicza jawy i snu) i jak się ma moje ja? Dobrze było by wiedzieć jeszcze czy dokonując takich, a nie innych wyborów i czynów zbliżam się czy oddalam, realizuję to do czego zostałam powołana, czy też nie. Czy moje złe wybory i zaniechania wprowadzają duży nieład, czy tylko troszeczkę bałaganu i będą możliwe do naprawienia. Czy kończąc życie w ciele będę mogła powiedzieć zrobiłam troszkę, połowę, większość, czy nic nie zrobiłam, a wszystko popsułam. To takie myśli nad poranną kawą, kiedy o 4.30 zastanawiam się jaki jest dzień tygodnia i dlaczego znowu obudziłam się przed budzikiem. A jeżeli miałam inne zadania do spełnienia, tylko źle wszystko zrozumiałam i wybrałam sobie łatwą i szeroką drogę. Wieczorem serce mi podpowiada: "nie jest jeszcze tak źle, ale mogłoby by być dużo, dużo, dużo lepiej i bach, bach, bach... Dobrze że mam czas na taką refleksję i jeszcze chce mi się ją robić i pogłębiać. Czyż nie lepiej wszystkim by się żyło już tu na ziemi, jako świadome dzieci Boże z otwartymi "oczyma" i "uszami" – wiem, na dziś to utopia i marzenie, ale kiedyś na końcu naszych czasów i początku nowych ........

Gdyby ktoś chciał się podzielić swoimi uwagami, z Autorką powyższych rozważań, to za Jej zgodą podaję adres: barka@elektron.pl 

ciąg dalszy komentarzy Barbary --> tutaj