Uważne spojrzenie na "Boży grajdoł" cz. I

 

 

Po uwagach wstępnych zamieszczonych w poprzednim odcinku, przeanalizujmy uważnie myśli zawarte w "Bożym grajdole".

 

"Żyjemy w czasach przełamań"- oświadcza autor. Przeświadczenie, że żyjemy w czasach szczególnych towarzyszyło prawdopodobnie ludziom od początku świata. Dla każdego człowieka czas, w którym egzystuje jest okresem szczególnym, niepowtarzalnym. Trudno zgodzić się ze stwierdzeniem autora, że pośród zmienności zdarzeń, następstwa koniunktur kulturowych, społecznych, ekonomicznych czy ideologicznych nie mamy szansy na rozróżnienie dobra od zła, na rozpoznanie "co nam w ogródku rośnie". Trudności takie może mieć człowiek, który niefrasobliwy, emocjonalny rzut oka na ten "ogród", czyni podstawą sądu o rzeczywistości. Niedbałe myślenie prowadzi do wniosku, że nie uda się dociec prawdy, że ona w ogóle nie istnieje jako rzeczywistość obiektywna. A trzeba ze skupionym namysłem pochylić się nad bytem, uważnie i racjonalnie mu się przyjrzeć, stosując czytelne kryteria wartościujące. Wtedy odróżnienie dobra od zła, elementów przygodnych od koniecznościowych nie będzie aż takim problemem.

 

Czasami wygodnie jest człowiekowi  ukrywać się pod korcem bezmyślności, nierzetelnego myślenia. Ten brak odwagi rozumu często idzie w parze z samozbawczymi ambicjami człowieka. Gnostycka wiara w moce kosmiczne i niektóre (niejasne) rodzaje przeznaczenia odsuwa od człowieka szansę nawiązania kontaktu z Bogiem Żywym i Prawdziwym, objawionym w Jezusie Chrystusie. Rodzi dotkliwe osamotnienie, któremu człowiek próbuje zaradzić paranormalnymi sposobami.

 

Autor pisze, że " modernizm oferował wiarę w zdrowy rozsądek, co dawało przewagę instrumentom mózgowo - myślowym, które wedle modernizmu były oddzielone od uczuć, co oznaczało separację od mistyki i religii". Nic podobnego!!! Podstawą religii i mistyki nie są uczucia. Religia jest świadomością zależności od rzeczywistości transcendentnej (w przypadku chrześcijaństwa - od Boga Osobowego objawionego w Jezusie Chrystusie). Element emocjonalny jest dopiero dalszym następstwem aktu intencjonalnego. Przeżycie religijne to nie jest zespół uczuć niepowiązanych z poznaniem, decyzją woli, itd., lecz głęboko egzystencjalny akt ludzkiej osoby, który nadaje zasadniczy kierunek życiu ludzkiemu. Jest to akt doświadczenia więzi z Osobą transcendentną, czyli akt o strukturze relacyjnej, dialogicznej i interpersonalnej.

 

Z kolei mistyka, jej zalążki (mówię tu o wierze katolickiej) znajduje się już w pierwszym, świadomym akcie wiary, który jest równoznaczny z przyjęciem Słowa Bożego i z osobową akceptacją Jezusa Chrystusa. W świat mistyki wprowadzają sakramenty ustanowione przez BOGA, a nie uczucia !!! Kto bowiem opiera swoją wiarę na uczuciach tylko, ten najprawdopodobniej ląduje właśnie w szponach pseudo-racjonalnego New Age’u, lub innego tego rodzaju pseudo-religii.

 

"New Age to ruch zaangażowany w postęp, ale nie według reguł proponowanych tak przez naukę, jak i przez religię".

 

Niestety taka ogólnikowa deklaracja nie może satysfakcjonować. Brak jej jasnej definicji postępu. Nie każda zmiana, wymiana normalności na ekscentryczność jest zbliżaniem się do celu. Propagowanie uwalniania niewyczerpanego potencjału ludzkiego w celach samorealizacji (często z pobudek wyłącznie ekonomicznych), nieskończonej kreatywności jest nadużyciem. Łudzi niewinnych ludzi szansą samoocalenia. Jest to często wyraz dyletanctwa, płycizny i wykorzystywania faktu, że człowiek XXI wieku ma problem ze znalezieniem wartości i ideałów, którymi mógłby się w życiu kierować i które zaprowadziłyby go do celu.

 

Nawet jeśli intencje zaangażowanych w New Age są szlachetne, próbują odpowiadać na odwieczne ludzkie pragnienia szczęścia, na duchowe zapotrzebowanie współczesnego człowieka, to sposoby zaradzania tym potrzebom są często zupełnie dowolne, nie liczące się z faktyczną kondycją egzystencjalną człowieka. Prowokacje, których dostarcza New Age tym bardziej uświadamiają  nam cudowny realizm zbawczej obietnicy naszego Boga (obietnica ta dotyczy wszystkich ludzi- zaangażowanych w New Age również) i  przynaglają do przedstawiania racji wiary katolickiej.

 

New Age nie jest w stanie zaproponować człowiekowi myślącemu żadnej refleksji rozszerzającej rozpoznanie istnienia, serwuje natomiast zaciemniające horyzonty, gmatwa pojecie człowieczego losu i sensu  egzystencji. Wraca do starej gnozy, magii, okultyzmu, ezoteryzmu itp. Rozpruwa dawne błędy i przesądy i na powrót je nicuje, wszywając gdzieniegdzie współczesne ozdobniki, które miałyby przekonywać, że ruch jest au courant, że wie jak dotrzeć do dzisiejszego zagubionego człowieka. Ma się wrażenie, że liczy się tu tylko atrakcyjność, a nie PRAWDA. Współczesny człowiek jest bardzo łasy na łatwe i schlebiające jego  duchowemu nieokrzesaniu propozycje. Wygodnie mu mówić o wierze katolickiej- durus est hic sermo!  i  skierować się ku bezwysiłkowym transporterom, bez głębszej refleksji, dokąd mogą one człowieka dowieźć.

 

"Zwolenników (New Age) charakteryzuje pokora i miłość oraz zainteresowanie losem wszystkich stworzeń na ziemi".

 

Doprawdy trudno doszukać się pokory w narcystycznym zapatrzeniu się w samego siebie, w doszukiwaniu się we własnym wnętrzu pokładów wielkości, siły i sensu. Pokora idzie w parze z umiejętnością spojrzenia na siebie w prawdzie. Umiejętności tej nie nauczy się człowiek uporczywie poszukując w sobie niewyczerpanych zasobów ewoluującego człowieczeństwa.

 

"Cóż masz, czego byś nie otrzymał" ? Widzę tu raczej pychę samodawania sobie, a może raczej ułudę samozaopatrzenia duchowego poprzez ekwilibrystykę koncentracji, samoadoracji, wkomponowywania się i zestrajania z nieokreślonymi mocami kosmicznymi. Dla człowieka wierzącego takie zabiegi są naiwnością i budzą wręcz współczucie dla zaślepionych braci. Podobnie ma się sprawa z miłością. Kto jest wzorem miłości dla ruchu New Age? Co to znaczy miłość dla "wyznawcy" New Age? My chrześcijanie wiemy, że "Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim" (z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła). Miłość jest codziennie od nowa ponawianą próbą wiernego wypełniania Bożych przykazań, naśladowania Chrystusa, w którym Bóg objawił nam Pełnię Miłości. Ten Święty Wzór uczy nas pełnowartościowego odniesienia się do człowieka i do całego stworzenia, bez sentymentalnych i irracjonalnych odchyleń w stronę sakralizowania tego, co uświęcić może tylko Bóg." Jeśli człowiek w swej zuchwałości zechce być Bogiem, udaremnia w ten sposób sens życia polegający na stawaniu się Bogiem. Taki antropocentryczny humanizm jest swoistą rywalizacją z Bogiem i często posiada wydźwięk wyraźnie antyreligijny, ateistyczny (Słownik teologiczny, cz.I, s.112 ).   Pojmowanie miłości jako stanu umysłu, samozapalania się żarem wewnętrznym, czy wibracji na wysokich częstotliwościach w celu wejścia w harmonię z  jakimś łańcuchem istnienia, jest może autentycznym pragnieniem człowieka, by doświadczyć szczęścia i trwać w nim, ale niestety świadczy o fałszywej samowystarczalności, egoistycznej autonomii. Tendencja ta jest największym wrogiem chrześcijaństwa, które opiera się przede wszystkim na pokorze wynikającej z faktu, iż jesteśmy stworzeni przez Wszechmogącego Boga. I On jedynie jest dla nas absolutnym, transcendentnym Autorytetem tak w sprawie miłości, jak i we wszystkich wartościach, które są dla nas osiągalne jedynie w wyniku współpracy z Bożą łaską. Sami z siebie nie posiadamy prototypu człowieka prawdziwego. Dlatego stale powinniśmy wpatrywać się w Boży wzór. Powinniśmy kierować wszystkie siły ducha ku Stwórcy. Jedynie On ma moc zwieńczania ich  i integrowania, nadawania im nadprzyrodzonego wymiaru.

 

Chrześcijanie też pragną niemożliwego ... Ale po niemożliwe idzie się do Wszechmogącego. Przeszukiwanie po omacku przestrzeni kosmicznych w nadziei na "wstrzelenie się" w strumień boskości jest albo szaloną pychą albo dziecinną naiwnością.

 

Chrześcijanie pokornie pozwalają Panu, aby ujarzmiał nieokiełznane wewnętrzne potoki, uciszał burze, bo tylko On przynosi prawdziwe ukojenie dla dusz ludzkich, jest kresem poszukiwań. Stąd szanowny autorze "Bożego Grajdołu" katolicka prostota i pokorna jednostronność. Myśl skołataną trzeba podnosić ku Bogu, a nie ku obojętnym źrenicom gwiazd. Kto znalazł skarb prawdziwy, nie będzie skory do zamiany go na sztuczne świecidełka. Nie wystarczy wyrzucać z siebie gradu dziwnych sformułowań, by zapewnić sobie nieśmiertelność. Chrześcijanie mogą znosić zwyczajność, szare, pełne cierpienia dni, bo Bóg codziennie zaopatruje ich w wartości bezwzględne, ku górze unosi ich małe sprawy, uwiecznia ich szczere wysiłki.

 

Jolanta Lesiuk

silence78@wp.pl