III Niedziela Adwentu - A

(Iz 35,1-6a.10; Jk 5,7-10; Mt 11,2-11)

Czy Jezus jest tym, na Którego czekamy ?

Czy my w ogóle na Niego czekamy? Przechodzi obok nas, dokonuje rzeczy niezwykłych, a my nawet tego nie zauważamy, pochłonięci "robieniem pieniędzy". Niektórzy z nas zdają sobie z tego sprawę Dostaję coraz więcej listów z takimi lub podobnymi słowami: "niestety przytłacza mnie szara rzeczywistość, zarabianie pieniędzy i cała ta bezsensowna pogoń i naprawdę bardzo chciałbym się z tego kręgu wyrwać. Szukam ku temu jakiejś sposobności. Ale zdaje się, ze to nie będzie takie łatwe. Byłoby to dla mnie korzystne, bo pozwoliłoby mi oderwać się od wszelkich spraw codzienności, uzależnień i przywiązań." Niektórzy jeszcze czekają, szukają, starają się nie dać pochłonąć, ale większość ... już dawno pozwoliła się wciągnąć w maszynkę rutyny, robienia grosza, szukania wygód i zaspokajania swoich najbardziej wyszukanych potrzeb i zachcianek. Czy to jest jeszcze życie? Czy to ma w ogóle sens, być maleńkim trybikiem w ogromnej maszynie bezsensownych zachcianek i sztucznie podsycanych potrzeb? Jezus przyszedł aby nas od tego uwolnić, aby nam pokazać, że nasze życie nie musi być wcale zredukowane, do zarabiania, oszczędzania, ciułania, pogoni za pieniądzem, robienia kariery, wzajemnego podgryzania się ...

Jezus przyszedł, aby nam pokazać, że to wcale nie chodzi o "miękkie szaty" i godności, zaszczyty, bogactwo i dobrobyt. Jezus przyszedł, aby nam przynieść pokój, prawdziwy, wewnętrzny pokój, przekonanie, że moje życie dobrze przeżyłem, chociaż być może niewiele się dorobiłem. Jezus przyszedł, aby nam pokazać, że bardziej liczy się prawda i sprawiedliwość niż nowy samochód, wytworny ciuszek, czy nawet intratna posadka.
Nie był negatywistą i nie proponował, aby wszyscy zostali abnegatami lub mnichami.  Ale wydaje się jakby mówił: "Ludzie kochani ni dajcie się zwariować! Przecież życie wasze, to coś więcej niż tylko gromadzenie dóbr materialnych". Czy my nie widzimy, że świat "biznesu" próbuje nas właśnie "zwariować"? Czy my nie widzimy, że wmawia się nam coraz większe potrzeby i udowadnia, że coraz bardziej nam tego lub owego brakuje? A my idziemy na lep i dajemy się omamić? Nawet kosztem innych, kosztem prawdy, kosztem sprawiedliwości, kosztem spokojnego sumienia, kosztem własnego zdrowia. Nabierzmy trochę dystansu. Popatrzmy na nasze życie z boku i zapytajmy samych siebie:

Czego szukam, na co czekam w moim życiu ?
Jaki jest sens całej tej szarpaniny?