I Niedziela Adwentu - A

(Iz 2,1-5; Rz 13,11-14; Mt 24,37-44)

Czy jestem gotowy? Czy jestem czujny ?

Jeśli się na coś czeka, to człowiek zazwyczaj nie umie się zająć poważnie żadną inną pracą. Cała jego istota, cała jego osobowość jest nastawiona na to co ma przyjść. Niech to będzie wizyta kogoś kogo kocham, lub wakacje po długim roku szkolnym, wyjazd na wczasy, lub czekanie na operację w szpitalu. Wszystko inne wydaje się w tym momencie (oczekiwania) mniej ważne lub w ogóle nie ważne, bez znaczenia, bez wartości. Cała moja osoba jest nastawiona na wydarzenie na które czekam. Oczekując na pociąg w poczekalni dworcowej "zabijam czas" czytaniem kryminału, przeglądaniem gazety, przygodną i niezobowiązującą rozmową, oglądaniem reklam i wystaw. Nie rozkładam się wtedy z prasowaniem, nie gotuję obiadu, nie robię nic zobowiązującego i angażującego, bo CZEKAM !!!
A jak było za dni Noego? "Jedli i pili, żenili się i za mąż wychodzili, i nie spostrzegli się kiedy przyszedł potop". Nie czekali, ich czujność została uśpiona nie tylko codziennymi czynnościami, ale i dobrobytem, samowystarczalnością, zamożnością, a przede wszystkim grzechami. Byli tak zadufani w sobie i samozadowoleni, że nie spostrzegli nadchodzącego kataklizmu. A jak będzie przed przyjściem Syna Człowieczego?

Czy ja przypadkiem nie rozkładam całego mojego kramiku w kolejowej poczekalni? Czy nie zapomniałem, że mój pociąg może w każdej chwili nadjechać, że mogę nie zdążyć się spakować? Czy jestem gotowy do "odjazdu", do ostatecznej i nieodwołalnej podróży? Czy nie uśpiłem swojej czujności nie tylko codziennymi zajęciami, ale przede wszystkim moimi grzechami; pychą, zarozumiałością, zatwardziałością serca, obojętnością, lekceważeniem moich chrześcijańskich obowiązków? Czas Adwentu ma mi o tym przypomnieć, że CZEKAM!!! Ale czy ja naprawdę czekam? Nie na święta, nie na choinkę, nie na miłą i radosną atmosferę, ale NA PRZYJŚCIE PANA?

Dlatego wy bądźcie gotowi,
bo w chwili, w której się nie domyślacie ...