[artykuł ten napisałam dla naszej parafialnej gazetki „Budujemy Kościół”; wysyłam go Wam, żebyście też mieli okazję porozmyślać nad wydarzeniem cielesności przy okazji  wielkopostnych zamyśleń]

A ja publikuję go za pozwoleniem autorki Ani Szołtysek - studentki filozofii na UŚ w Katowicach

 

Lepiej rozumieć…

Jaki jest cel i znaczenie umartwienia i postu?

 

Bywają w życiu każdego czytelnika książki, które mimo, że wywierają wpływ nań niebagatelny, jednak z jakichś powodów są zapominane ich tytuły czy wręcz autorzy. Wybrana z nich myśl wszakże pozostaje, by z czasem przy zupełnie zaskakującym i pozornie całkiem niepowiązanym z ową książką wydarzeniu, znów dać o sobie znać i to w sposób nieraz bardzo sugestywny… I mnie się to zdarzyło razu pewnego z tomem rozmyślań filozoficznych i jedno, co mnie głębiej w owych medytacjach poruszyło, to opis obrazu Hansa Holbeina Chrystus w grobie, który to obraz obejrzany przez filozofa przewartościował temuż  myślicielowi zupełnie światopogląd, by nie wyrazić się dosadniej: wprawił w niemałe osłupienie graniczące może ze szczególnym olśnieniem… Dość wspomnieć, iż po tym wyjątkowym doświadczeniu bynajmniej nie wyłącznie estetycznym, filozofowanie z konieczności musiało zorientować się w zupełnie nowych możliwościach i przestrzeniach myślowych. Ale nie o tym chciałam pisać… Otóż, miałam gdzieś w sobie ów niezwykły opis, chyba faktycznie jakoś wyparty z pamięci, nie na tyle jednak, bym nie przypomniała sobie nagle o nim podczas pewnego sobotniego, zimowego spaceru. Jak zawsze wędrowałam  myśląc o tym i owym, aż tu nagle ni stąd ni zowąd wspomniał mi się pewien album malarski, który, przyrzekłam kiedyś samej sobie, że obejrzę go dokładnie jakiegoś spokojnego wieczora. Z takim to postanowieniem udałam się wolno do domu. Wróciwszy, odnalazłam album, kartkowałam z zaciekawieniem [reprodukcje były rzeczywiście wyśmienite] i… Znalazłam go: Chrystusa Holbeina. A oto notatka, która widnieje obok reprodukcji: Okaleczone ciało Jezusa, ściągnięte bólem rysy twarzy, koloryt- wszystko to stwarza nadzwyczaj realistyczny obraz. I istotnie, nie ma tu nic z wielokrotnie powtarzanych motywów pasyjnych, przeciwnie, zdawać by się mogło, iż jest to po prostu jeden z wielu innych wizerunków umęczonego człowieka, w jakie obdarzała nas sztuka raz po raz w swych dziejach. Dramatycznie, przeraźliwie umęczone ciało a tymczasem jesteśmy przecie dodatkowo obciążeni świadomością Bóstwa tego Człowieka… I cóż z tym począć?! Z owym „skandalem dla Greków”? Jakże to?! On ma być Bogiem? Taki ze wszystkiego ogołocony, przegrany? A cóż z Jego Ciałem? Przecież to tylko człowiek- chciałoby się myśleć kontemplując holbeinowską wizję. I jakoś tak się dzieje, że właśnie we współczesnych nam czasach ów problem „konieczności” śmierci i całkowitego wyniszczenia Chrystusa  uparcie wraca w coraz liczniejszych publikacjach a czasem nawet debatach ludzi nie związanych bezpośrednio z teologią. Ale nic w tym dziwnego, skoro jest to kwestia żywo obchodząca każdego z nas.

 

Rozpoczęłam te rozważania od zasygnalizowania motywu ciała nie przez przypadek, chciałabym się bowiem wspólnie z Wami zamyślić nad przeżywaniem okresu Wielkiego Postu, szczególnie zaś zwrócić się w tych rozważaniach w stronę właśnie problemu cielesności. Chodzi przecież o to, żeby lepiej zrozumieć fakt cielesności, żeby wobec tego lepiej zrozumieć istnienie piękna świata [zwłaszcza budzącego się życia w czasie Świąt Wielkanocnych i płynącej z tego faktu radości]. Kiedyś, będąc jeszcze w liceum, miałam okazję i szczęście wysłuchać wiele dającej do myślenia w swych dalszych konsekwencjach, konferencji na temat Wielkiego Postu, wygłoszonej przez naszego ówczesnego księdza katechetę. Temat został sformułowany pozornie lakonicznie, a mimo wszystko, jeśli się w niego wmyślało zdumiewał rozległością możliwości interpretacyjnych. Post- modlitwą ciała, tak brzmiał. Cele postu w ogóle [tzn. po co pościmy] zostały sformułowane w kilku punktach, które w zasadzie stanowią całą kwintesencję zagadnienia. Otóż, celami postu są: miłość, wolność, czystość serca, odnalezienie piękna kontemplacji Boga. Ale, aby to wszystko próbować realizować trzeba w sobie odkryć wcale rozległą przestrzeń potrzeb, poczynając od najbardziej podstawowych, zewnętrznych, kończąc zaś na najgłębszych. Zatem, dlaczego post jest modlitwą ciała? Dlatego właśnie, że skupiając się na własnej cielesności [i związanymi z nią potrzebami zewnętrznymi- np. jedzeniem, piciem] staramy się poprzez dojrzałą ascezę [choćby w jakimś najskromniejszym wymiarze] pozwolić sobie spojrzeć w siebie głębiej i zastanowić się, czego tak naprawdę w życiu pragnę a ostatecznie zaś odkryć w sobie przynależność do Chrystusa [to już są natomiast najgłębsze sfery duchowości]. Ja wiem, że asceza jest w naszych czasach nienajlepiej kojarzona, rozumiana. Na ogół nie potrafimy i nie chcemy z niczego rezygnować, jeśli to coś jest tylko w zasięgu naszych możliwości, to dlaczegóżby mielibyśmy właśnie tego się pozbawiać? Lubimy bardzo gromadzić, gromadzić… I to zarówno dobra materialne [często zupełnie nieprzydatne- ale po co wyrzucać, skoro „jeszcze się może przydać”] jak i „duchowe” [ale specyficznie rozumiane: oto bowiem zamiast prostoty i „ubóstwa” serca zasypujemy się przykładowo tysiącem wątpliwości, skrupułów i tak rychło stajemy się zaskorupiałymi, zgorzkniałymi „mędrcami”, którzy się już do niczego w życiu nie zapalą, bo ich właśnie „życie nauczyło”]. Chciałabym, abyśmy znów, jak co roku podczas Wielkiego Postu, spróbowali wejrzeć w tę swą cielesność. Jest ona rzeczywiście niesamowita i piękna. Swoją drogą, właśnie o tym także rozmyślałam wracając w niedzielę 23.02 ze spektaklu „Tobiasz”, który odbył się w naszym MOK-u. Oczywiście, że zmusił on do całego mnóstwa rozważań, ale przy okazji naszych tu refleksji, właśnie piękno cielesności najbardziej mnie poruszyło… Jak pięknie można zagrać ciałem, jaka to niesamowita siła ekspresji uczuć, osobowości… Jaka szkoda, że często wykorzystujemy ją do zgoła innych celów… Czas Wielkiego Postu, później Triduum Paschalne to oprócz ogałacającego, kenotycznego wymiaru [konanie Chrystusa w Ogrójcu, śmierć na Krzyżu], także- właściwie przede wszystkim- czas paschalny właśnie, czas nadziei znajdującej swe wypełnienie w Zmartwychwstaniu Chrystusa… W człowieku wszystko ma na nowo „zmartwychwstać”, i to, co cielesne i to co duchowe. W człowieku wszystko jest piękne: i dusza i ciało… Jesteśmy ludźmi i stąd mamy uświęcać i jedno i drugie, nie chciał nas bowiem Pan Bóg w oderwaniu od naszej cielesności. Dlatego też, Wielkanoc kojarzona jest z radością budzącą się znów przyrodą, zatem materią właśnie…      I nie na miejscu jest trwożliwe zrzucanie na jej karb wszystkiego zła świata. Ona jest czymś pięknym, tylko my nie potrafimy z niej owego piękna wydobyć, mało: my nie potrafimy cieszyć się pięknem materii- przyrody, naszego ciała czyniąc z nich siłę destrukcyjną… A przecież to wszystko z martwych powstaje…

 

Ania Szołtysek