VIII Niedziela w ciągu roku - B

(Oz 2,16-17b.21-22; 2Kor 3,1b-6; Mk 2,18-22)

Młode wino i stare bukłaki

Zawsze jesteśmy niezadowolonymi malkontentami i stale nam się coś nie podoba. Ustawicznie drzemie w nas pełen bojaźni i zalękniony konserwatysta. A Chrystus chce nas z tego letargu przyzwyczajeń i ciasnoty wyrwać, chce nam pokazać, że głoszona przez Niego prawda jest wiecznie nowa i odradzająca. Jesteśmy jak te stare bukłaki i znoszone ubrania zetlałe i niezdolne do przyjęcia Dobrej Nowiny. Ta nowina może nas przecież rozerwać, rozsadzić, pomieszać nam szyki, narobić bałaganu w naszym dobrze poukładanym życiu. Jest tak niesamowicie dynamiczna i rewolucyjna, że tak w sumie, to się jej boimy i dlatego przyjmujemy ją tylko cząstkowo i połowicznie. Chrystus za dużo od nas wymaga, bo wymaga radykalnej zmiany, przyobleczenia nowego człowieka, nowych narodzin.

Ludzie tacy jak święty Paweł, Piotr, w ogóle męczennicy, czy chociażby święty Franciszek są dla nas niezrozumiali, a nawet niebezpieczni. To szaleńcy! Lepiej trzymać się od nich z daleka i na dystans, lepiej zachować zdrowy rozsądek i umiar. Inaczej mogłoby nas to przecież za dużo kosztować. Lepiej więc próbować bezskutecznie wlewać młode wino do starych bukłaków i łatać stare ubranie nowymi łatami. A że nic z tego nie wychodzi ... ? Wychodzi, jakieś takie połatane i do niczego nie podobne chrześcijaństwo i życie na pół gwizdka, nasze wieczne niezadowolenie ze wszystkiego, nasza nieudaczna i połowiczna wiara zgodna z naszym zdrowym rozsądkiem.

Być może dlatego nie wierzymy tak do końca i bez zastrzeżeń? Być może dlatego nie doświadczyliśmy nigdy tak naprawdę zbawczej mocy Dobrej Nowiny? Być może dlatego Chrystus nigdy tak naprawdę nie był Panem naszego życia ... ?