XXII Niedziela w ciągu roku - A

(Jr 20,7-9; Rz 12,1-2; Mt 16,21-27)

Jeśli chcesz iść za mną ...

Odpowiedź na pytanie postawione w ubiegłą niedzielę nie jest i być nie może odpowiedzią tylko teoretyczną. Cokolwiek odpowiedziałem na to podstawowe pytanie: "kim jest dla mnie Jezus Chrystus? idą za tą odpowiedzią konkretne i życiowe następstwa. Nawet jeśli wzruszyłem obojętnie ramionami, to odpowiedź taka pociąga za sobą naturalne konsekwencje i nie mogę być zdziwionym, kiedy życie moje układa się tak a nie inaczej. Sam to wybrałem.

Podobnie zresztą, powiedzenie: "Chrystus jest Panem mojego życia" jest związane z naturalnymi konsekwencjami.  Uznanie Chrystusa za Mesjasza, za Syna Bożego, to uznanie go za cierpiącego Mesjasza, za ukrzyżowanego Syna Bożego, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Św. Piotr jest przykładem postawy, która często ma miejsce wśród dzisiejszych katolików. Radośnie i hurra-optymistycznie wyznajemy, że Jezus jest Panem, składamy piękne deklaracje przy śpiewie "alleluja", ale kiedy w życiu pojawiają się trudności, kiedy deklaracje wymagają potwierdzenia, a nasze radosne uznanie Jezusa za Pana staje się mniej radosne a bardziej wymagające, to  wtedy tak trudno nadal trwać przy Chrystusie mimo przeciwności. Uczestnictwo w wielkich zgromadzeniach i manifestacjach związanych z kolejnymi pielgrzymkami Papieża, wydaje się o wiele łatwiejsze i mniej wymagające niż codzienne życie przykazaniami ... niż trwanie przy Bogu w chwilach trudnych, w chwilach doświadczeń i cierpień.

Alleluja przeradza się wtedy w gorzkie niezrozumienie i wyrzuty, chwalebny Chrystus oddala się i staje się niezrozumiały, bo zaczął mówić -jak w dzisiejszej Ewangelii- o tym, że musi cierpieć, o śmierci, o opuszczeniu, o rzeczach przykrych i niekoniecznie hurra-optymistycznych.

**************
Przypominam sobie dzień moich prymicji ... gloria i chwała, dokoła wszyscy "kadzą", Jezus jest moim Panem .... wszyscy radośni, podniośli i uśmiechnięci ...
A później przychodzą dni szare i przykre, przychodzą kłopoty, choroba, niezrozumienie innych, porażki i potknięcia. Już nie ma euforii i podniosłych deklaracji ... i tylko motto z obrazka prymicyjnego przypomina czasami : "Tobie Panie zaufałem, nie zawstydzę się na wieki ..." I czy aby o tym pamiętam na co dzień, czy nie rodzi się czasami pokusa zniechęcenia, rezygnacji, zapomnienia, że Jezus jest naprawdę Panem mojego życia .... ?

**************
Albo dzień Waszego ślubu .... jakże bardzo byliście wzruszeni i radośni, jak bardzo uroczyści wypowiadając słowa przysięgi małżeńskiej ... Podniosła ceremonia w kościele, kwiaty, życzenia, prezenty i radość przyjęcia weselnego ... gloria i chwała, dokoła wszyscy "kadzą", Jezus jest Panem naszego życia ... nawet przyjęcie było bezalkoholowe ....... wszyscy radośni, podniośli i uśmiechnięci ...
A później przychodzą dni szare i przykre, przychodzą kłopoty, choroba, niezrozumienie współmałżonka, porażki i potknięcia. Już nie ma euforii i podniosłych deklaracji ... jest szarość życia codziennego i czy rzeczywiście Jezus jest nadal Panem Waszego życia?

To tak łatwo powiedzieć: Chryste, jesteś Panem mojego życia ....
Tak łatwo powiedzieć ...