XXI Niedziela w ciągu roku - C

(Iz 66,18-21; Hbr 12,5-7.11-13; Łk 13,22-30)

... tak oto są ostatni , którzy będą pierwszymi ...

... i są pierwsi, którzy będą ostatnimi ...Wstrząsające są i wzburzające te słowa. Czy ja aby nie zaliczam się do tych pierwszych, którzy będą ostatnimi? Czy ja aby nie zapomniałem się i nie sprowadziłem mojej wiary do chełpliwego obnoszenia się i pokazywania jej tylko na zewnątrz? Czy ja aby nie chcę wejść do Królestwa Bożego przez zbyt szerokie drzwi moralnego laksyzmu, krocząc zbyt wygodną i komfortową drogą mojego własnego konformizmu? Czy nie "przykroiłem" sobie chrześcijaństwa na moją własną miarę, tak aby mnie ono zbytnio nie uwierało i nie przeszkadzało robić ziemskich interesów? "A skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie ..." czy ja przypadkiem nie znajdę się na zewnątrz i nie będę próbował usprawiedliwiać się i argumentować podobnie: "Panie przecież znałem tylu księży i z biskupami zasiadałem przy stole ... uczestniczyłem w procesjach i w kościele w pierwszych ławkach miałem miejsce ..."


A może pogardzam lub nawet nie zauważam tych ostatnich, którzy O ZGROZO!!! będą pierwszymi, bo nie ułatwiali sobie chrześcijaństwa i nie próbowali go pogodzić ze złem.

 

Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym.”  - a ja czy tam będę ? A czy dla mnie znajdzie się tam miejsce, czy też będę próbował załatwić sobie to, po znajomości, tak jak robiłem przez całe życie ?

Ciasna jest brama, która prowadzi do Królestwa i wąska droga,
a ja otworzyłem sobie szeroko drzwi i wyasfaltowałem drogę, aby mi było wygodniej.
Tylko dokąd mnie one za prowadzą?

Czy na pewno wystarczy mi przebiegłości i sprytu aby wejść do Królestwa Bożego?