XXVIII Niedziela w ciągu roku - A

(Iz 25,6-10a; Flp 4,12-14.19-20; Mt 22,1-14)

 Zaproszeni nie byli godni ...

Ileż to razy byłem zapraszany na Ucztę ..... ? Ileż to razy posyłał Pan do mnie swoje sługi z zaproszeniem ? I jakoś zawsze znajdowałem wymówkę ...... ? Miałem zazwyczaj coś ważniejszego do zrobienia, byłem zmęczony,  nie miałem czasu, albo po prostu mi się nie chciało  ... Na ponawiane zaproszenia reagowałem z coraz większym zniecierpliwieniem, tłumaczyłem innym i sobie samemu, że przecież jestem wolnym człowiekiem, że będę na to miał czas na starość, że niemiła Bogu przymuszona ofiara ... itd., itp.

Czy zdaję sobie sprawę, Komu ustawicznie odmawiam? Czy znajdując ustawicznie  wymówki rzeczywiście wybieram to co lepsze, to co ważniejsze, bardziej cenne, lepsze ... ? Czy zdaję sobie sprawę, że ostatecznie nie zostanę zaproszony na tę najważniejszą ucztę w wieczności, a może zostanę  uznany za niegodnego i z niej wyrzucony ?

Jak długo można sobie lekceważyć zaproszenie samego Boga ... ?
Bóg mnie ustawicznie zaprasza. Czemu stale Go lekceważę?