XXXIII Niedziela w ciągu roku - B

(Dn 12,1-3; Hbr 10,11-14; Mk 13,24-32)

Kiedy przyjdzie czas ...

Jak to będzie przy końcu świata? Niektórzy wstaną z martwych do życia wiecznego, inni zaś na wieczne potępienie ... Ciekawi nas to i interesuje raczej z czysto komercyjnego a nawet rozrywkowego punktu widzenia. Chcielibyśmy to zobaczyć na filmie, jak w "Armagedonie" lub poczytać, jak o zagadce zaginięcia Atlantydy. A przecież z każdym dniem naszego życia zbliżamy się nieubłaganie do naszego osobistego dnia sądu, dnia ostatniego. Coraz bardziej czujemy, jak nasze ciało przestaje działać, jak sprawna i dobrze wyregulowana maszynka, jak bolą nas coraz bardziej stawy i kości, jak serce od czasu do czasu odmawia posłuszeństwa i oddech staje się coraz krótszy ... a my nie umiemy rozpoznawać znaków czasu i nie chcemy się przyznać, że zbliża się czas ... moment ostatecznego rozrachunku. Jest gdzieś taki krajobraz, który zobaczymy jako ostatni Jest w kalendarzu taka data, która dla mnie będzie ostatnią datą. I na zegarze godzina ... moja ostatnia ... godzina. Czy jestem gotowy? Czy zdaję sobie sprawę, że każdą chwilą i każdym czynem (dobrym lub złym) piszę swój ostatni testament, a właściwie należałoby powiedzieć otwarcie: "Piszę na siebie wyrok!"
Wiem, że czytając te słowa czujesz się nieswojo i gotów jesteś zarzucić mi niedelikatność, brak wyczucia i grubiaństwo. To takie nieestetyczne. A w ogóle to niegrzecznie jest przypominać i mówić o "tych sprawach". Tylko że ten dzień ostatni zbliża się do każdego z nas nieubłaganie, bez względu na to czy jest to estetyczne czy nie, czy tego chcemy, czy nie chcemy o tym słuchać.

"Kiedy przyjdzie czas ... jedni wstaną do życia wiecznego, inni zaś na wieczne potępienie ..."

A gdzie ja będę? Po której stronie? Już teraz o tym decyduję. Moim codziennym życiem ...