Przestałem chodzić do kościoła, bo...

W jednym z artykułów opublikowanych w mojej książce: "Listy z Afryki i nie tylko" pisząc na temat arogancji władzy ośmieliłem się skrytykować bardzo ogólnie także arogancję niektórych przedstawicieli Kościoła. Piszę tam między innymi tak:

"   Niektóre, najbardziej jaskrawe przykłady arogancji władzy to:

      Aroganckie podwyższanie sobie diet poselskich i senatorskich do horrendalnych rozmiarów, przez kolejne sejmy i rządy, oraz ciągnące się latami dyskusje nad rewaloryzacją rent i emerytur, czy płac dla sfery budżetowej,

      Aroganccy prezesi regionalnych kas chorych czy burmistrzowie niewielkich miasteczek przyznający sobie gaże po 16.000 złotych i emeryci żyjący na skraju nędzy za głodowe 500 zł miesięcznie i nie mający za co wykupić lekarstw, bo kasa chorych nie uznaje zniżek,

      Arogancki prezes Związku Inwalidów Polskich, który kupuje sobie 7 (słownie siedem) luksusowych limuzyn marki "Lancia", z tapicerką z prawdziwej skóry, kiedy jednocześnie inwalidzi -czekający na wózek inwalidzki latami- otrzymują jedynie 120 zł dopłaty do tego sprzętu,

      Aroganckie dyrekcje ZUS'u budujące biurowce-pałace i wypłacające głodowe zasiłki rencistom i emerytom, którzy całe życie uczciwie pracowali i płacili składki ubezpieczeniowe, z których teraz buduje się te pałace, boć przecież nie z kieszeni pracowników ZUS'u,

      Arogancki przełożony zakonny, defraudujący dobra wspólne zakonu i niefrasobliwie szastający pieniędzmi na lewo i prawo, bo nikt nie ośmieli się mu sprzeciwić, czy zwrócić uwagi. On przecież jest przełożonym i wszystko wie najlepiej,

      Arogancki proboszcz traktujący swoich parafian jak kretynów, a parafię, jak swoje prywatne ranczo, ...."

Największe niezadowolenie także wśród także moich współbraci wywołały te dwa ostatnie przykłady. Zarzucono mi, że szkaluję dobre imię Kościoła, że nie trzeba prać brudów na zewnątrz, że nawet jeśli takie rzeczy się zdarzają, to nie trzeba o nich głośno mówić itd., itp. Sądzę, ze to z czym mamy do czynienia w ostatnich czasach; "afera abp. Milingo", czy jeszcze bardziej rozdmuchana sprawa abp. Paetz'a dają wiele do myślenia i zmuszają do pewnych jasnych i klarownych wyjaśnień.

Nie mam najmniejszego zamiaru ani oskarżać, ani bronić arcybiskupa Milingo, czy Paetz'a, aroganckich proboszczów, czy zakonnych przełożonych. Nie do mnie to należy bo nie znam dokładnych faktów, szczegółów, detali. Są natomiast dwie inne sprawy, które chciałem poruszyć. A mianowicie:

Sądzę, że w przypadku obydwu pytań i zarzutów, jakie się pojawiają tak ze strony "obrońców kościoła", jak i atakujących Kościół pojawia się ten sam błąd znany w logice po nazwą "pars pro toto". A o co chodzi? Sprawę można by wyjaśnić w bardzo poglądowy sposób. Za błędy jednostek, przedstawicieli, reprezentantów obarcza się całość instytucji (jeśli już w ogóle np. Kościół traktować jako instytucję). Ten typ błędu logicznego, to np. sytuacja w której z powodu alkoholizmu ojca sąsiedzi powiedzą o całej rodzinie "pijacka rodzina", albo o szpitalu w którym umarł pacjent, że to nie szpital, który lecz zakład pogrzebowy. Przykładów takiego myślenia można by mnożyć. I trzeba być świadomym faktu, że bardzo często tak właśnie uogólniamy i generalizujemy Szczególnie w przypadku Kościoła i jego reprezentantów. Jeden ksiądz okazał się niegrzeczny, bezduszny, egoistyczny -> wniosek "cały kościół to bezduszna i egoistyczna machina" - "pars pro toto". Jeden ksiądz w czasie spowiedzi był niewyspany lub miał kłopoty z wrzodami na żołądku -> wniosek "przestałem chodzić do spowiedzi, bo księża są niegrzeczni" - "pars pro toto". Jeden ksiądz nie przygotował kazania czy lekcji religii -> wniosek "przestałem chodzić do kościoła, bo wszyscy księża są nudni i lekceważą swoje obowiązki" - "pars pro toto".

Niestety jak każda społeczność także i Kościół (podkreślam rozróżnienie pomiędzy instytucją kościoła i Kościołem) cierpi z powodu biurokracji i bezduszności członków instytucji kościoła. Ale przecież nie jest to cecha czy wina Kościoła, ale instytucji w której (jak w każdej innej) lokują się ludzie bezduszni i biurokratyczni i dlatego stale podkreślam, że trzeba odróżniać Kościół jako Sakrament czy Społeczność Ludu Bożego od kościoła jako instytucji. A przecież jest i tak, że nie wszyscy członkowie tej machiny są bezduszni (tak jak i w innych instytucjach). To więc co krytykujemy, to nie Kościół, ale ludzie i ludzkie przywary i tak na dobra sprawę Kościół nie ma nic do tego, a jedynie cierpi z powodu właśnie ludzkiej słabości, bezduszności, braku wyobraźni itd. Faktem jest, że to co razi w wypadku bezdusznego dyrektora jakiegoś przedsiębiorstwa, staje się nie do zniesienia w wypadku księdza czy biskupa. Nikt jednak nie będzie chciał obalić czy nie będzie negował użyteczności ZUS'u za błędy jego dyrektora naczelnego, czy biurokratyczne podejście urzędników w lokalnych przedstawicielstwach. Podobnie jeśli na poczcie robione są przekręty i szwindle nikomu do głowy nie przyjdzie negowanie użyteczności poczty, jako takiej, a tym bardziej nikt nie przestanie z tego powodu korzystać z usług poczty czy ZUS’u, czy nie będzie wysyłał listów przy pomocy gołębi.

Dlatego zdanie "przestałem chodzić do Kościoła bo ..." uważam po prostu za nieporozumienie, podobnie jak i zdanie niektórych z moich współbraci, że pisanie o takich bolesnych sprawach wyrządza krzywdę Kościołowi. Mógłbym raczej powiedzieć, że to właśnie pełne lęku milczenie jest bardziej szkodliwe, bo po prostu "kryje zło i jego sprawców". Kościół nie powinien ukrywać i tuszować zła, bo to jest jak najbardziej wbrew jego interesom. Co więcej, Kościół pozostaje święty mimo, a nawet wbrew błędom swoich członków. Nie wolno więc rozumować w ten sposób, bo jest to po prostu niesprawiedliwe. Nie wolno za błędy jednostek obarczać całości. Nie wolno mówić: "przestałem chodzić do kościoła, bo ..." albo "kościół jest mi do niczego niepotrzebny, bo za dużo tam bezduszności i ludzkiej słabości". To tak, jakbym nagle przestał wysyłać listy lub twierdził, że w korespondencji obejdę się bez pośrednictwa poczty. To znaczy co? Sam będę swoje listy woził? A jeśli obrażę się także na PKS i na PKP, to ... już tylko na piechotę? A zamiast telefonu (bo obraziłem się na panienkę z międzymiastowej) będę używał ... tamtamów ... Jeden lekarz się pomylił, postawił złą diagnozę, był niegrzeczny, a nawet wulgarny, to obrażam się na całą służbę zdrowia i .... leczę się sam. To jest jedno, odpowiedź tym, którzy na podstawie pojedynczych faktów złych sług Kościoła odrzucają sam Kościół i jego potrzebę.

I drugie - odpowiedź "obrońcom Kościoła", którzy twierdzą, że nie należy o takich sprawach mówić, bo to szkodzi Kościołowi. Jeśli nie sprzeciwię się złemu, przewrotnemu lekarzowi, to powoduję, że on bezkarnie nadal uprawia swój kryminalny proceder i zamiast leczyć uśmierca ludzi. Przecież to jest to z czym walczy tak mocno Fundacja "Primum non Nocere", próbująca ratować nas przed nieuczciwymi lekarzami szarlatanami. Jeśli nie sprzeciwię się nieuczciwemu pracownikowi poczty, okradającemu listy, to powoduję, że on nadal bezkarnie będzie to samo robił w przyszłości. Jeśli przemilczę fakt, że kierowca autobusu spowodował wypadek bo był pijany, to go kryję i upoważniam do dalszego, beztroskiego jeżdżenia po pijanemu. Wraca ponownie problem poruszony w jednym poprzednich artykułów "krytykować czy nie krytykować?" Oczywiście, że zanim zajmę jakiekolwiek stanowisko muszę być pewny, że moje oskarżenia nie są wymysłem, nie są wyssane z palca, nie są pomówieniem czy oszczerstwem. Oczywiście, że w każdym takim wypadku obowiązuje ewangeliczna zasada: "od rozmowy w cztery oczy, przez szukanie pomocy u osób odpowiedzialnych, aż po powiedzenie o całej sprawie Kościołowi. A jeśli i to nie pomoże, to ... nie wolno mi milczeć". Oczywiście, że trzeba tu wielkiej roztropności i miłości, ale także cywilnej odwagi. Trzeba wiedzieć i pamiętać o tym, że potępiając zło nie mogę potępiać czy niszczyć człowieka. Ale też nie wolno w imię fałszywie rozumianej miłości bliźniego narażać innych bliźnich na szkody i krzywdy. Nie wolno być pruderyjnym i lękliwym tam, gdzie taka postawa może przynieść tylko szkody. To nie roztropne mówienie o takich faktach przynosi szkodę Kościołowi, ale właśnie nieroztropne milczenie i ukrywanie w imię rzekomego dobra Kościoła.

I ustawicznie trzeba pamiętać o nie uogólnianiu, o nie generalizowaniu, o nie stosowaniu logicznego błędu "pars pro toto". Nikogo nie oskarżam, ani nie bronię. Nikomu nie stawiam zarzutów, ale podkreślam, że Kościół jest święty mimo słabości a czasami nawet przewrotnej bezduszności jego członków. Wierzę w świętość Kościoła i w jego doskonałość i kocham Kościół mimo, że czasami i ja sam Mu szkodzę moimi grzechami i moimi słabościami, mimo, że czasami krytykuję jego słabych członków. A może właśnie dlatego, że kocham Kościół pozwalam sobie na napisanie tego co powyżej? I dlatego chcę bronić Kościoła przeciwko tym, którzy go odrzucają i atakują, ale i przeciwko fałszywym jego obrońcom.

Aha, i jeszcze jedno; biskup Foley - Przewodniczy Papieskiej Komisji do Spraw Środków Społecznego Przekazu, na pytanie jak Kościół i księża mają się bronić przed atakami prasy powiedział: "Dla nas kapłanów, najlepszą obroną przed atakami prasy jest cnota, a jeśli jej nie ma to szczerość."

A to już jako ciekawostka:

w latach 1980 – 1989 zginęło 115 misjonarzy

w latach 1990 – 2001 zginęło w sposób bestialski 604 (głównie w Rwandzie)

w roku 2001 – 33 i

w bieżącym 2002 roku już 3

Czyli od roku 1980, a więc w ciągu niespełna 22 lat zginęło 755 misjonarzy i jakoś niewielu o tym wie i nie słyszałem zdania: „zacząłem chodzić do Kościoła, uwierzyłem w Kościół, bo ...”, chociaż w sprawie arcybiskupów dyskutują i gorszą się wszyscy.

W swojej wypowiedzi dla "Tygodnika Powszechnego" prezentowanej także na Onet, Ks. Tomasz Węcławski cytuje -jak sam mówi - "nieco złośliwy, ale trafny kalambur" Pierwsze: nie myśl! Drugie: jeśli myślisz, nie mów! Trzecie: jeśli mówisz, nie pisz! Czwarte: jeśli piszesz, nie podpisuj! Piąte: jeśli podpisujesz, nie dziw się...
A więc ja się podpisuję i nie będę się niczemu dziwił ...

Ks. Kazimierz Kubat SDS