Artykuł dziesiąty - Czym jest dobro - jak go pomnażać?

Jeśli zło jest metafizycznym brakiem, jeśli grzech jest uszczuplaniem dobroci bytu, jeśli grzech jest uszczupleniem bytu w jego istnieniu, to czym jest dobro z metafizycznego punktu widzenia? Odpowiedź nasuwa się sama i to w sposób niejako oczywisty. Dobro jest afirmacją bytu w jego bytowości, jest pomnożeniem dobroci bytu w jego istnieniu. Dobro więc jest najpierw uznaniem wartości i dobroci bytu jako takiego. Jest uznaniem samego faktu istnienia bytu za dobro. Dlatego pamiętam z jaką emfazą i naciskiem profesor etyki podkreślał na wykładach, jak ważnym jest zaafirmowanie bytu w jego istnieniu i jak piękną jest zarazem taka afirmacja. Cała ta metafizyczna afirmacja bytu dokonuje się w jednym prostym zdaniu: „Jak dobrze że jesteś, jak dobrze że istniejesz”. Już samo to zdanie -świadomie wypowiedziane- jest równoznaczne ze słowami: „Kocham Cię, bo jesteś”. Nie dlatego, że jesteś piękny (piękna), nie dlatego, że mi się podobasz, nie dlatego, że Cię pragnę lub że wiążę z Tobą jakieś plany czy nadzieje, ale „Kocham Cię dla samego tego faktu, że jesteś, że istniejesz”. Sam fakt istnienia jest dobrem, jest pięknem i domaga się takiej właśnie głębokiej i ostatecznej afirmacji.

W ten zresztą sposób, sam Bóg – Stwórca zaafirmował stworzone przez siebie byty. Wyraża to autor Księgi Rodzaju słowami: „I widział Bóg, że wszystko co stworzył było bardzo dobre”. (Rdz 1,31) A święty Tomasz z Akwinu wprowadził do filozofii zasadę metafizycznej tożsamości bytu, mówiąc: „Unum et Bonum et Verum et Pulchrum et Esse convertuntur”, co znaczyłoby: „Jedność (lub jedno) i Dobro i Prawda i Piękno i Byt utożsamiają się”. Przez sam fakt istnienia byt jest piękny, i prawdziwy, i dobry. Oczywiście nie ma tu mowy o naszych estetycznych odczuciach, ale o tożsamości ontologicznej dobra i piękna, i bytu. Sam fakt, że coś istnieje, że jest, znaczy, że jest to dobro, że istniejący byt jest dobry. Inaczej Bóg by tego nie stworzył, inaczej by to nie istniało. Trzeba naprawdę głębokiej pokory i uczciwości myślenia aby to dobro bytu jako takiego rozpoznać i zaafirmować. A afirmacja taka pociąga za sobą -niejako w sposób konieczny- pragnienie nie niszczenia tego dobra, nie uszczuplania go, a wprost przeciwnie pomnażania. I tylko wtedy możemy mówić o każdym innym rodzaju dobra kiedy zaakceptujemy tę podstawową dobroć bytu. Tylko wtedy i na bazie tej ontologicznej dobroci bytu możemy rozwijać inne koncepcje dobra i dyskutować o odczuciach estetycznych. Tylko wtedy możemy mówić o dobru moralnym, czy etycznym, o pięknie estetycznym czy o miłości. Bez tej podstawowej akceptacji wszystko inne jest miałkim sentymentalizmem i demagogią.

Dobro jest więc bytem, jest tworzeniem, jest pomnażaniem istnienia. W takiej perspektywie wszystko co istnieje jest dobre i wszystko co służy istnieniu (a nie niszczeniu) jest dobre. Każdy też ludzki czyn uznający i pomnażający istnienie jest dobry. Tak samo zresztą, jak i każdy czyn uszczuplający czy niszczący istnienie jest zły. Można by więc pod tym kątem przeanalizować nasze czyny i nasze życie. Czy to co robię afirmuje, czy neguje istnienie, czy go pomnaża, czy też raczej uszczupla, czy moje działanie jest tworzeniem, czy raczej niszczeniem, budowaniem i naprawianiem, czy rujnowaniem? I wtedy nie ma mowy o „moralności i etyce na krawędzi”. Nie zastanawiam się wtedy nad tym, jak daleko mogę się posunąć, aby nie popełnić grzechu? Nie ma mowy o „bawieniu się bytem” i o „etyce sytuacyjnej”, lub „wyższych racjach”, czy o zasadzie „cel uświęca środki”. Wtedy czarne jest czarne, a białe jest białe.

Oczywiście, że w życiu codziennym nie zawsze i nie wszystko jest takie proste i jednoznaczne. Oczywiście, że tutaj możemy mówić tylko o podstawowych metafizycznych i (stąd wynikających) etycznych zasadach, a nie o szczegółowych przypadkach. Niemniej jednak takie fundamentalne przemyślenia są konieczne, aby w chwilach trudnych wyborów nie zastanawiać się nad podstawowymi zasadami. Kto nie chce o tym myśleć, kto odrzuca takie myślenie jako jałowe, miałkie i niedostosowane do życia, może być porównany do inżyniera, który nie chce się nauczyć tabliczki mnożenia. Nie można budować mostów i domów nie umiejąc dodawać, dzielić i mnożyć. Nie można żyć dobrze i uczciwie nie mając jasno sprecyzowanego poglądy na to co dobre, a co złe. Życie ustawicznie stawia nam takie właśnie pytania i domaga się konkretnych, klarownych odpowiedzi. Nie można wtedy wymigać się wymijającym stwierdzeniem: „Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym”. Moim obowiązkiem jest widzieć, bo jestem człowiekiem i jako człowiek zostałem powołany do pomnażania dobra, do tworzenia, do współpracy w stwórczym dziele Boga. Moim obowiązkiem jest jasny osąd i klarowne rozeznanie co jest dobrem, a co nim nie jest. I moim, ludzkim obowiązkiem jest afirmowanie dobra, tworzenie, budowanie, nawet jeśli jest to czasami trudne i wymaga poświęceń, bo tylko dobro jest zwycięskie i tylko dobro, byt JEST, a niebytu nie ma.

Mamy w języku polskim takie powiedzenie: „Dobro, tak jak i zło wraca do swojego sprawcy zwielokrotnione”. I tak rzeczywiście jest. Jeśli czynię dobro, to ono wróci do mnie zwielokrotnione, bo to właśnie dobro ma moc stwórczą. Jeśli zaś czynię zło, to i ono wróci do mnie ... również zwielokrotnione i zniszczy mnie, bo ono jest w swej naturze niszczycielskie. Czy jestem tego świadom?

Z Tanzanii pozdrawia Ks. Kazimierz SDS osiągalny przez adres: niedostępny