Kolejne rozważania – odpowiedź na zamieszczony kiedyś artykuł „Boży grajdoł”.

Poprzednie części można znaleźć w:

Życie w stylu dowolnym cz. I

Życie w stylu dowolnym cz. II

Uważne spojrzenie na "Boży grajdoł" (wstęp)

Uważne spojrzenie na "Boży grajdoł" cz. I

 

*******************

 

Uważne spojrzenie na " Boży grajdoł" cz. II

 

W tekście A. Szmilichowskiego  Boży grajdoł czytamy:

 

"Watykan nie może się powstrzymać przed nauczaniem reszty świata, co jest dla niego dobre, a co złe. Nie wdając się w rozróżnienie i poważniejszą ocenę wyrokuje: New Age jest niedobry, co samo przez się oznacza , katolicyzm dobre."

 

Chciałabym na początek zadedykować autorowi "Bożego grajdołu" słowa literata Pawła Hertza - " to, co pomyślane, przemija; zostawia tylko lekki ślad, to, co napisane, trwa, a ja nie mam pewności, że to, co myślę, powinno trwać, że ma taką wartość, aby powinno trwać"... Ale szanowny autor ma pewność niewzruszoną, nie wstydzi się swoich wątłych myśli, nie ma skrupułów przed upublicznianiem ich. Czyż można więc poważnie potraktować dalsze deklaracje autora - "wierzę w mądrość i staram się nie osądzać niczego zbyt surowo, gdyż w każdym przypadku jest to w rezultacie osądzanie samego siebie".

 

Tak się składa, że wczoraj katolicy świętowali Zesłanie Ducha Świętego. Jak zauważa ks. prof. J. Szymik, siedem darów Ducha oscyluje wokół mądrości życia. Mądrość ta jest uczestniczeniem w mądrości Jezusa. Jest patrzeniem na rzeczywistość oczami Boga, widzenia wszystkiego w perspektywie wieczności. Takie pole widzenia ma -szanowny autorze- Watykan. Kościołowi dany został Duch Święty, która poucza Go o wszystkim i nakazuje wypełniać misję głoszenia wszystkim ludziom Dobrej Nowiny. Słowo Boże skierowane jest do ludzi dobrej woli. Autor zaś, jak widać , skutecznie powstrzymuje wnętrze swojego serca przed poddaniem się potędze Ducha. Bardziej ufa swojemu prywatnemu bezźródłowemu światłu, swojej egocentrycznej samoidentyfikacji. Ukierunkował swój sprzeciw w stronę wszystkiego, co pochodzi od Boga Prawdziwego, ośmiela się osądzać Rzeczywistość, której cała siła jest z Boga, deklarując jednocześnie permisywną wyrozumiałość dla wszelkiej głupoty.

 

"Głupota w myśleniu o życiu nie bierze pod uwagę krzyża, śmierci, nie uwzględnia w ogóle Boga, zawęża horyzont życia wyłącznie do doczesności" (ks. prof. J. Szymik). Nie można zwolnić się z obowiązku pamiętania o transcendentaliach, z obowiązku wartościowania (nie osądzania, bo my katolicy, nie osądzamy, tylko wybieramy - dobro zamiast zła, prawdę zamiast wizji brnących w ślepą uliczkę, piękno stworzone zamiast spreparowanego przez wykoślawioną ludzką wyobraźnię, męstwo, które pomaga czerpać siłę do życia z samego źródła witalności, jakim jest Bóg, a nie tchórzliwy wewnętrzny azyl).

 

J. M. Vianney mówił: "Chrześcijanin natchniony przez Ducha Świętego potrafi rozróżniać. Oko świata nie widzi dalej niż życie (doczesne) ... lecz oko chrześcijanina widzi aż po głębię wieczności." Chrześcijanie czują się włączeni przez Ducha Świętego w wielki obieg życia Bożego, dlatego nie muszą w rozpędzie tęsknoty za wielkością udawać, że posiedli Boskie siły.

 

Zarzucanie Watykanowi, że nie zadał sobie trudu, aby uczciwie ocenić propozycje New Age świadczy znowu o zapatrzeniu autora tylko w swoje "urocze" myśli. Watykan nie ma zwyczaju publicznie ogłaszać jakiegokolwiek dokumentu bez dogłębnego, wszechstronnie przemyślanego wglądu w badany problem. Śmiem sugerować, że autor nie zadał sobie trudu, żeby przeczytać podstawową pozycję Watykanu na temat interesującej go kwestii - "Jezus Chrystus dawcą wody żywej". A przekonałby się, że Stolica Apostolska bardzo poważnie potraktowała wizje stwarzane i propagowane przez New Age. A że nie są one żadną rozsądną propozycją dla człowieka wierzącego w Boga Żywego, że nie rokują nadziei, iż chrześcijanie porzucą swoją wiarę i zaczną się bawić w oddawanie czci bezpostaciowym mgławicom, no cóż - nie stać mnie nawet na uprzejmość, by współczuć autorowi.

 

Modny jest dzisiaj w niektórych kręgach puer aeternus, ale nie on będzie stanowił o kondycji mojego Świętego Kościoła Katolickiego. Czytałam kilkakrotnie dokument papieski na temat New Age. Jest w nim uważna, pełna szacunku i cierpliwości postawa wobec zjawiska Nowej Ery. Autor zaś daje sobie przyzwolenie na poufałe, żeby nie powiedzieć lekceważące, nazywanie stworzonego przez Boga świata - Bożym grajdołem, do traktowania z przymrużeniem oka instytucji o nadprzyrodzonym rodowodzie, a odbiera prawo głosu Namiestnikowi Chrystusa. Niestety dla autora „Bożego grajdołu”, nie wystarczą astrologiczno-magiczne wyliczanki, żeby zniknął z powierzchni ziemi Boży przybytek i Boży porządek. To za mało, aby zastąpić Boże Królestwo astrologią.

 

"Nikt nie twierdzi, że katolicyzm nie ma zasług, ale czemuż by nie mógł ich mieć New Age?"

 

I tu ujawnia się cała prawda o New Age, o jej "wyznawcach". Katolicyzm ma - powtórzę za autorem to bardzo niestosowne słowo -"zasługi", bo jest dziełem Boga, owocem Jego miłości. Próba dorównania Bożemu Dziełu jest przedawkowaniem roszczeń, smutną pychą słów, nieuprawnionym mieszaniem porządku Bożego (a więc wertykalnego) z horyzontalnym.

 

Szanowny autorze, tu chodzi o zupełnie inny poziom rozważań. Może się autor pocieszać, że New Age, owszem, ma zasługi --- ma zasługi uwyraźniania potęgi i chwały Kościoła Katolickiego - Mistycznego Ciała Chrystusa. ... Bo na tle nierealnych wizji Nowej Ery, epistemologicznych ograniczeń ludzi, którzy bez tchnienia Ducha Świętego, tylko za sprawą krzątaniny umysłu zarażonego "monomanią" próbują zaopatrywać się w pełnię, wydobywać na strzelistą drogę nieśmiertelności, tym cudowniej jaśnieje Chrystus ---- Droga, Prawda i Życie. Tym gorliwiej pragnie człowiek wierzący przyznawać się do Swojego Boga, lgnąć do Dawcy Wody Żywej i wyznawać Mu swoją miłość.

 

Jeśli człowiek łudzi się, że w tyglu miłości własnej rzecz ostateczną po mistrzowsku wypali, że wkomponuje się samoistnie w tryby zbawczej całości, jeśli wciąż do realnego świata chce się dostawać przez potajemne furtki interpretacyjne, spotka go los ujęty przez Baczyńskiego w poetycką metaforę - "i do dziś błądzi wśród grozy, człowiek ciemny jak ziemia." Będzie prawdopodobnie rósł myślami, będzie w mózgu nosił esencję wszechświata, będzie mu się czasami wydawało, że syty jest, że ma w sobie boski żar, ale błogi czas ukrywania się przed Życiem nieuchronnie się skończy. Trzeba będzie oddać dowód sprywatyzowanej tożsamości, opuścić wewnętrzny azyl i oddać się w ręce Prawdy.

 

I znowu cytując „Boży grajdoł” "Duchowość świata to nasza ludzka duchowość, jeden ze składników tej planety, a nie wydumany ideał pozaziemski. W końcu spójrzmy na to wszystko realnie, katolicyzm jest taką formacją duchową, na jaką nas w tej cywilizacji stać."

 

"Bez Ducha Świętego Bóg jest daleki, Chrystus jest przeszłością, Ewangelia martwą literą, Kościół tylko organizacją, a postępowanie po chrześcijańsku moralnością niewolników" - mówił metropolita Ignatios podczas ekumenicznego zjazdu w Uppsali w 1968r. Owoce zaś duchowości planetarnej mamy okazję "podziwiać", zachłystując się jej jadowitym urokiem.

 

"Czym wasze dzikie myśli...

 Czym siła wasza wobec jednego westchnienia,

 Które w ciszy z Chrystusa dobyło się łona ! " ( Światy, l. Staff )

 

Duchowość człowiecza nie jest wydumanym ideałem pozaziemskim, lecz najcenniejszym, realnym darem Boga. Proszę przeczytać chociażby fragmenty Tryptyku Rzymskiego i komentarze Księdza Kazimierza zamieszczane na niniejszej stronie, a przekona się autor, że każda dobra, twórcza działalność człowieka jest naśladowaniem zamiarów Boga, że są w niej znamiona siły nadprzyrodzonej. Dlatego homo sapiens powinien zabiegać o to, by nad jego ubóstwem zmiłowała się Niewyczerpana Obfitość Boża, a nie pysznie chełpić się, że już przerósł oferty Bożej łaski, że sam sobie stanie się Pierwszą Przyczyną.

 

Pośród kalejdoskopowej zmienności ludzkich humorów duchowych, pośród szatańskiej pychy samozbawienia, Kościół Chrystusowy dominuje ze swoim niewyczerpanym trwaniem. Uchodzi z życiem przed dłońmi synów zatracenia, bo Pan Mocy ma nad władzę jedyną i wieczną.

 

A człowiek wierzący, który wie, że Jego Panu na imię --- Nieobjęty --- wciąż ogarnia Go swoją wiarą, nadzieją i miłością. Wierzy, że z miłości powstał i w miłość się obróci. Tymczasem Miłość wszystko mu wyjaśnia. Czci więc to, co zna na tyle, na ile Bóg mu zrozumieć pozwala, nie ma ambicji dekodowania szyfrów transcendencji. Za pomocą Biblii i Eucharystii dociera do samego serca Boga i kosztuje pokoju, jakiego duchowość uszyta przez New Age z całą pewnością dać nie może.

 

"Świat wypowiada tyle zbędnych słów, a jedno trzeba wiedzieć i powiedzieć -- że wyszliśmy od Boga i do Boga wracamy” (Ojciec Święty Jan XXIII ). Z całego serca życzę więc Autorowi "Bożego grajdołu", żeby powrócił do Boga w Trójcy Jedynego i dedykuję wiersz Leopolda Staffa --- WOLNOŚĆ

 

Ciasno mi Panie, na kolumnie,

Pychy samotnej, gdzie choć stoję,

Trwam sztywny, jakbym leżał w trumnie,

I są spętane ruchy moje.

 

 

Wolności pragnę ponad wszystko!

Daj mi szerokie pole kołem,

Bym mógł przed Tobą klękać nisko

I jeszcze niżej hołd bić czołem.

 

Miłośniczka Wolności, Prawdy, Dobra i Piękna, która nie może żyć bez codziennej Eucharystii i czołobitnego klęczenia przed Najświętszym Sakramentem. Naprawdę warto odważnie przekraczać wszystkie znaki ostrzegawcze ustawiane przez zazdrosny o swą gasnącą chwałę świat i wybrać się w Drogę, która każdego powinna najgłębiej obchodzić.

 

Jolanta Lesiuk

silence78@wp.pl

 

 Dziękuję Pani Jolancie za bardzo osobiste i zaangażowane, ale i głęboko przemyślane odpowiedzi i rozważania.