Ewangelia wg św. Jana

 

 

Jan Ewangelista. Najmłodszy w gronie apostołów, brat Jakuba, porywczy i gwałtowny (obaj bracia, synowie Zebedeusza otrzymali przydomek „synowie gromu”). Rybak z Betsaidy w Galilei, mimo młodego wieku znany samemu arcykapłanowi (J 18,15-16). Przygotowywany do chodzenia „Bożymi drogami” przez Jana Chrzciciela, a potem wierny, umiłowany uczeń Jezusa.

 

Pisał swój tekst Ewangelii prawdopodobnie wiele lat (m.in. przebywając w Efezie w Grecji, gdzie pełnił posługę biskupa), w atmosferze wiary pierwszych wspólnot chrześcijańskich, korzystając z dorobku kształtującej się liturgii. Cieszył się wówczas wielkim autorytetem wśród współwyznawców. Niektórzy interpretując dosłownie słowa Chrystusa (J 21, 22-23) byli przekonani, że nigdy nie umrze. Istotnie, osiągnął wiek bardzo czcigodny. Praca została zakończona ok. roku 95 po narodzeniu Chrystusa, niewykluczone, że ostateczną postać tekstu redagowali jego uczniowie.

 

Jan pisał swoją Ewangelię po wielu latach przemyśleń, refleksji, modlitwy, tęsknoty za ukochanym Mistrzem. Nie musiał (jak ewangelista Łukasz) szukać śladów Jezusa ten, który był z Nim od początku, który dzielił z Nim trudy wędrowania, który mógł już za życia oglądać blask Jego chwały na Górze Przemienienia (Tabor). Nie musiał udowadniać prawdy ten, który podczas Ostatniej Wieczerzy złożył swoją głowę na piersi Pana, „przyłożył ucho do Jego serca”, czerpał prawdę  prosto ze źródła, z serca do serca. Nie musiał szukać świadków ten, który odważnie i  z  miłością stał pod krzyżem Jezusa.

 

Jeśli tekst Łukasza można by w dużym uproszczeniu nazwać „ewangelią  rozumu”, to tekst Jana zasługuje na określenie „ewangelii serca”. Zwraca uwagę nie tyle na same fakty, co na ich głębię, znaczenie duchowe. Nie zatrzymuje się na opisie zewnętrznym zdarzeń z życia i działalności Jezusa, lecz chce dotrzeć do istoty Jego przesłania, misji Słowa, które stało się Ciałem. Ponieważ język jest za ubogi, aby to wyrazić wprost, często formułuje wypowiedzi Jezusa posługując się symbolami, alegoriami, porównaniami. Chociaż pisał w języku greckim, tekst ma wiele cech hebrajskich (np. liczne powtórzenia sprawiające czasem wrażenie monotonii). Mimo to jednak jego styl bliższy chyba jest poezji niż kronice, wymaga od czytającego dużej „uwagi serca”, raczej przeczucia dotykanych treści niż ich dogłębnego zrozumienia. Bo czy zrozumiemy do końca, co to znaczy, że Jezus jest „źródłem wody żywej, chlebem życia, światłością świata, bramą owiec, dobrym pasterzem, drogą, prawdą i życiem, krzewem winnym, ...”?

 

Odpowiadając na błędne nauki niektórych pseudo-nauczycieli (obecnie byliby to np. świadkowie Jehowy) w wielu miejscach podkreśla dobitnie jedność Ojca i Syna: „Ja i Ojciec  jedno jesteśmy” (J 10,30), „Tak długo jestem z wami i nie poznałeś mnie, Filipie? Kto mnie widział, widział Ojca; jak możesz mówić: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie?” (J14,9-10) . Szczególnie zwraca uwagę częste stosowanie zwrotu „Ja Jestem ...”, które w tradycji hebrajskiej było traktowane jako święte imię Jedynego Boga (Jahwe - „Jestem, który Jestem” - takie imię usłyszał Mojżesz podczas rozmowy z Bogiem objawiającym się w płonącym krzewie), ma więc podkreślić boską godność Chrystusa i oddać należną Mu chwałę.

 

******************************

 

Był wśród faryzeuszów pewien człowiek, imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. Ten przyszedł do Niego nocą i powiedział Mu: „Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków , jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z nim”. W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: „Zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego”. Nikodem powiedział do Niego: „Jakżeż  może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?” Jezus odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło jest duchem. (...) A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”. (J 3,1-17)

 

Nikodem przyszedł do Jezusa w nocy, gnany ciekawością(?), niepokojem(?), pragnieniem poznania prawdy? Zapewne nie chciał narazić się w „swoich sferach” na śmieszność, ale był zbyt uczciwy, żeby nie zauważyć dokonujących się nadzwyczajnych znaków.

 

Dzisiaj, tak jak i wtedy, otoczenie nie jest przychylne Jezusowi. Wiem jednak, że tylko On jest Drogą, Prawdą, i Życiem. Jest dawcą prawdziwego, pełnego życia, prawdziwego pokoju. Ma moc odmienić to co jest małe, słabe i grzeszne. Muszę do Niego przychodzić jak najczęściej, choćby i w nocy.

 

Zwłaszcza w nocy zwątpienia, słabości, niepokoju i smutku. Wtedy mogę usłyszeć radosną nowinę, że Bóg posłał swego Syna po to, by świat (więc i ja!) został przez Niego zbawiony. Wtedy mogą się zdarzyć cudowne, powtórne narodziny.

 

Wioletta Masiuda