Ewangelia wg św. Łukasza

 

Łukasz napisał swoją wersję Ewangelii ok. roku 80, czyli blisko 50 lat po śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Rozpoczął ją tymi słowami: „Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały wśród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielonoi”. Mamy więc do czynienia z człowiekiem, który nie znał osobiście Jezusa, wiele natomiast o Nim słyszał, towarzyszył św. Pawłowi w jego licznych podróżach i pracach apostolskich. Był człowiekiem dociekliwym. Postąpił jak dziennikarz, który zafascynowany jakimś zdarzeniem udaje się  „w teren”, rozmawia ze świadkami (wywiad z Maryją?), zbiera materiał, by w końcu napisać obszerny i wnikliwy „raport”. Jest więc bardzo wiarygodny dla współczesnego człowieka, który zazwyczaj bardziej ufa tzw. „metodom naukowym”. Prawda, którą starał się „wyśledzić” okazała się jednak tak porywająca i przekonująca, że nie pozwoliła mu poprzestać na zimnym stwierdzeniu faktów lecz uczyniła z niego gorącego głosiciela.

 

Łukasz był chrześcijaninem wywodzącym się spoza tradycji żydowskiej. W orędziu Jezusa szczególnie podkreśla więc powszechność zbawienia. Pomaga przełamać wielowiekowe przeświadczenie narodu wybranego o wyłącznym prawie do „swojego” Mesjasza. Za św. Pawłem odrzuca konieczność przyjęcia tradycji żydowskich przez ochrzczonych, którzy nawrócili się z pogaństwa (a którzy w krótkim czasie stanowili już zdecydowaną większość Kościoła).  Chętnie przytacza wydarzenia, w których pozytywną rolę odegrali poganie (miłosierny Samarytanin /Łk 10,30-37/, wdzięczny Samarytanin /Łk 17,11-19/, setnik z Kafarnaum /Łk 7,1-10/ ), łagodząc lub pomijając te zdania, które mogłyby ich urazić. Zachwyca się dobrocią, łagodnością i miłosierdziem Jezusa dla najmniejszych . Jest jedynym, który przytacza przypowieść o synu marnotrawnym (czy też raczej o przebaczającym Ojcu) /Łk15,11-32/. Opisuje też wiele faktów uzdrowień posługując się fachową terminologią medyczną, co często tłumaczy się tym, że był z zawodu lekarzem.(św. Łukasz jest patronem lekarzy).

Wioletta Masiuda 

***************

 

Łk 7,36-50     

 

Jeden z faryzeuszów zaprosił Go do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, przyniosła flakonik alabastrowy olejku i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem.

 

Widząc to faryzeusz mówił sam do siebie: „Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą”. Na to Jezus rzekł do niego: „Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go więcej miłował?” Szymon odpowiedział: „Sądzę, że ten, któremu więcej darował”. On mu rzekł: „Słusznie osądziłeś. Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu się mało odpuszcza, mało miłuje.”

 

 

Gdy uświadamiamy sobie jak wiele zostało nam wybaczone, rozpala się w nas miłość. Ona z kolei mówi nam jak wiele jest w nas jeszcze do wybaczenia i wtedy rodzi się żal, że zraniło się Miłość. Błagając o wybaczenie już się go otrzymuje i ze zdumieniem pełnym radości i wdzięczności chce się kochać jeszcze bardziej. Lawina miłości.