Drugi, wstrząsający  list Pani Bożeny

 

Szczęść Boże

 

Bardzo dziękuję za e - maila. Mam wyrzuty sumienia, że tak długo nie dawałam znaku życia, ale  trochę niedomagam. Znowu spadły mi wyniki krwi, w związku z czym czuję się słaba, nie nadaję się do życia. Ale mam nadzieję, że wkrótce dojdę do siebie.


Dzieci rozpoczęły już rok szkolny, wyjechały do Szczecina. Trudno im było wyjeżdżać, nie chciały tego robić, musiałam im długo tłumaczyć, że muszą się uczyć inaczej zmarnują sobie życie. Zostałam sama z mężem i jest mi trochę ciężko. Ale z pomocą Boga dam sobie radę. Muszę. Nie mam innego wyjścia.


Jeśli chodzi o odzew na moją prośbę - dostałam 100,-PLN od Pani Jolanty z Katowic. Na razie to jedyna osoba, która się do mnie odezwała.


Przyjęcie tych pieniędzy było dla mnie bardzo upokarzające. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że będzie to aż tak trudne. Ale dzięki tym pieniądzom dzieci mogły pojechać do szkoły, dalej muszą sobie radzić sami. W weekendy będą pracować, żeby zarobić na swoje utrzymanie. Rozumieją to i podchodzą do tego bardzo poważnie. Bardzo za nimi tęsknię.


Ja podobnie jak Ojciec mam przykre doświadczenia z rodziną. Urodziłam się i wychowałam w Szczecinie. Tam też mieszka cała moja rodzina tzn. brat i siostra, rodziców już niestety nie mam. Brat jest też w trudnej sytuacji, bo pracuje w firmie budowlanej jako zaopatrzeniowiec - od pół roku za darmo, bo firma nie wypłaca im żadnych pieniędzy. Żyją z pensji bratowej i podobnie jak ja mają na utrzymaniu dwoje dzieci. Siostra jest na utrzymaniu męża, ale powodzi im się nieźle, bo szwagier pływa na obcych statkach, dobrze zarabia. Też mają dwoje dzieci.


Dopóki żyła mama nasze stosunki układały się przyzwoicie. Odwiedzaliśmy się nawzajem. Dzieci przyjeżdżały do mnie na wakacje, byliśmy, tak mi się wydawało, blisko siebie. Po śmierci mamy tj. od 1993 r. stosunki nasze bardzo się rozluźniły. Skończyły się odwiedziny, skończyły się telefony. Wiele razy jako najstarsza z rodzeństwa próbowałam ponownie zlepić to, co się " rozbiło ". Na próżno. Często myślę, co spowodowało, że każde z nas poszło swoją drogą, z dala jedno od drugiego i nie znajduję sensownej odpowiedzi. Boli mnie to, bo z natury jestem rodzinna i bardzo bym chciała, żebyśmy znowu byli sobie bliscy.
Oboje wiedzą, w jakiej jestem sytuacji, nie ze swojej winy przecież, żadne nie zapyta, czy w czymś mi pomóc. Jesteśmy dla nich jak trędowaci. Przykre to, nie mogę nawet o tym pisać.


Parę dni temu nie miałam pieniędzy na chleb zadzwoniłam do siostry, żeby mi pożyczyła 20 zł. jej odpowiedź to - sama mam 20,- w portfelu. I koniec. Żadnej innej reakcji do dnia dzisiejszego.


Albo: w sierpniu po drugiej operacji w szpitalu nie zmieniano opatrunków, bo nie było gazy. Zadzwoniłam więc do niej żeby mi ją przyniosła. Na drugi dzień wpadła do sali, rzuciła jedno opakowanie gazy na łóżko z pretensją: Co Ty myślisz, że ja nie mam nic do roboty tylko latać Ci po gazę, przecież masz rodzinę. Wyszłam z sali i rozpłakałam się. Co innego miałam zrobić? Przywiezienie gazy ze Świnoujścia kosztowałoby ok. 50,- zł. a jej przejazd z miejsca zamieszkania do szpitala  tylko 3,80,-zł. Zwróciłam jej za bilety. Zresztą ile razy jestem w szpitalu nigdy nikt z mojej rodziny mnie nie odwiedza. Jak się wtedy czuję?
Nie będę o tym pisać, bo jest to zbyt bolesne.


Rodzina mojego męża jest jeszcze gorsza. Mąż ma  dwóch starszych braci bardzo dobrze sytuowanych i matkę. Ojciec męża zmarł rok temu. Kiedy dostaliśmy telefon z informacją o śmierci rodzina zastrzegła sobie, że mamy na pogrzeb nie przyjeżdżać, bo dla nich to będzie kłopot. Trudno uwierzyć - prawda? Nie życzą sobie także żadnych telefonów, bo przecież to nie ich wina, że chorujemy. Mamy sobie radzić sami.
Możnaby mnożyć przykłady znieczulicy najbliższych, ale po co? Myślenie o tym sprawia tylko ból. Dlatego poprzestanę tylko na tym.


Modlę się do Boga, żeby Im wszystkim wybaczył, bo nie wiedzą co czynią.

Przepraszam za styl tego e-maila. Nie jestem dzisiaj nastawiona twórczo.


Modlę się za Ojca i wszystkich ludzi z wyspy.


Wysyłam także dokumentację medyczną - przepraszam powinnam to zrobić wcześniej. Chcę po prostu być całkowicie w porządku.
Pozdrawiam serdecznie i o modlitwę proszę


Bożena Gadzinowska
ul.
B. Chrobrego 18/27
72-600 Świnoujście
tel. + 48 (91) 321-34-72

bozenagadzinowska@wp.pl

 

i kolejny fragment list:

 

Szczęść Boże, Ojcze

 

Serdeczne Bóg zapłać za e-maila. U mnie nic się nie zmieniło, poza tym, że zostałam z mężem sama. Dom zrobił się pusty i jeszcze smutniejszy. Jedynym pocieszeniem dla mnie jest to, że dzieci znalazły pracę w Supermarkiecie jako układacze towarów - pracują w weekendy - zarabiają grosze, ale pozwoli im to jakoś przeżyć. Martwią się bardzo sytuacją w domu i tym, że nie stać ich na cotygodniowy przyjazd do domu.

 

Jestem bardzo wdzięczna Pani Joli za pełne otuchy słowa i za to, że umocniła mnie w wierze, iż muszę żądać od dzieci, aby kontynuowały studia. Było mi to bardzo potrzebne.

 

Myślę, że ma Ojciec rację umieszczając dokumenty medyczne na stronie, byłyby one podparciem moich słów... tak bardzo potrzebuję pomocy! Pomijam już stan mojego ducha, bo nie znajduję słów, które oddałyby to, co się ze mną dzieje. Samotne borykanie się z codziennymi problemami odbiera mi już chęć do życia... nie mam wsparcia od męża, bo jak już pisałam, komunikowanie się z nim jest utrudnione. To ja muszę być dla niego wszystkim...

 

Najgorsze były dla mnie dwie ostatnie noce. Mąż podłapał jakąś infekcję, dostał wysokiej temperatury, a gorączka w jego przypadku - to majaczenie i kompletne zesztywnienie całego ciała - siedziałam więc przy nim, sama czując się nie

 

najlepiej. Tak strasznie się o niego bałam. To jest koszmar! Co choroba może zrobić z człowiekiem.

Nie wybiegam myślą w przyszłość. Żyję dniem dzisiejszym, ale żeby go przeżyć muszę organizować pieniądze na kupno chociażby chleba... o obiedzie nawet nie marzę... tak bardzo choroba męża i moja zrujnowała nasze życie! Nigdy nie myślałam, że nędza stanie się naszym udziałem.

 

Wiem, że nie należy tracić wiary, że kiedyś to się zmieni. Ale w mojej sytuacji jest to tak strasznie trudne, bo jestem już tą walką zmęczona.

 


Codziennie modlę się do Boga, aby dał mi siłę... cóż więcej mogę uczynić?

 

 

Pozdrawiam Ojca serdecznie
Bożena Gadzinowska

 

Zaświadczenie lekarskie

Wcześniejszy list Pani Bożeny