" Hakuna matata " czyli mroczne cesarstwo destrukcji

 

 "W Kenii wszystko jest hakuna matata. Załatwienie hotelu, wyjazd na safari, podrzucenie 'klientowi ‘dziewczynki’ obsługuje jeden zwrot – wytrych ‘hakuna matata’, czyli - nie ma problemu” (relacja z podróży do Kenii J. Kałuszki- publicysty GW ).

 

Czy tylko w Kenii i czy tylko w błahych sprawach ? Można odnieść wrażenie, że w wewnętrznej posiadłości współczesnego człowieka honorowe miejsce zajmuje magiczny automat "hakuna matata" – nie ma problemu. Amerykanie mają na to inne określenie, równie magiczne „keep smiling”. To on staje się wyrocznią dla ludzi - sobiepanków, którzy zamienili swoje dusze w mroczne cesarstwa destrukcji, w podziemne dyskoteki, w niechlujne puby. Zamiast świątyń Ducha, kontaktujących się ze Źródłem Życia i Świętości, otwierających się na Nieskończoność, ludzkie wnętrza coraz częściej przypominają prymitywne lepianki, w których rozpanoszyła się zmora człowieka brzydkiego, wciąż oszpecanego zaraźliwym liszajem niebytu. A to wszystko dlatego, że człowiek jest płytki i powierzchowny, że wszystko załatwia powiedzeniem kluczem w rodzaju „hakuna matata” lub „keep smiling”, bez zagłębienia się w swoją ontologiczną strukturę, bez głębszej refleksji nad sobą.

 

W metafizycznych rozważaniach ks. Kazimierza na temat grzechu (Czym jest grzech? Jakie są jego wymiary?) czytamy:

 

1.         "Każde zanegowanie dobra, zaprzeczenie dobroci bytu stworzonego jest grzechem. Byt ma w sobie siłę istnienia, siłę metafizyczną, która mu została udzielona przez BYT NAJWYŻSZY."

 

2.         "Grzech jest aktem skierowanym przeciwko mocy stwórczej Boga, jest procesem odwrotnym do stwarzania ..., a więc jest niszczeniem, albo jeszcze inaczej, jest zamachem na Boga w Jego stwórczej mocy. Można też powiedzieć, że jest psuciem dobrego dzieła Bożego."

 

3.         "Człowiek jako byt stworzony nie ma mocy stwórczej w sobie samym i nie ma tym samym mocy stanowienia o tym, co dobre, a co złe".

 

4.         "Ze złem nie wolno igrać, jest ono o wiele mocniejsze od człowieka, jest bowiem zaprzeczeniem doskonałości bytu stworzonego przez Boga. Jeśli dobro jest potężne i ma ultymatywną, stwórczą moc ontologiczną, to i zło, jego przeciwieństwo jest potężne i ma także ultymatywną, stwórczą moc ontologiczną. I nikt nie ma prawa o tym decydować, poza Jedynym i Najwyższym, Najpotężniejszym Bytem, Dobrem i Prawodawcą, bo inaczej naraża się na zniszczenie (nie wolno wam spożywać, abyście nie pomarli)".

 

Dzisiaj coraz częściej mamy do czynienia z nieuświadomionymi "zamachami na Boga w Jego stwórczej mocy". Nieuświadomionymi - bo człowiek ulokował się jakby w poza-Boskich regionach, zablokował kanały kontaktowania się ze Stwórcą i oddał dzikiej pasji niszczenia, która zresztą - w jego wypaczonym mniemaniu - jest twórczym, aktywnym zachowaniem. Wystarczy oglądnąć tylko kilka wystaw współczesnej sztuki, która zamiast tworzenia piękna staje się jedynie szokowaniem przez destrukcję.

 

W poemacie" Eliasz " B.Leśmiana , Bóg mówi -

 

"Życiem tworzył ! Tak, właśnie ! Nieodparte życie !

Na gwiazdach, na dnie jezior, na pagórów szczycie,

W lwich paszczękach, w kłach wężów i w snu pozawzroczach,

W jamach krecich, w łzach ludzkich, i w wargach i w oczach,

Nawet w miazgach padliny, w tumanach bez treści

Jeszcze się coś mocuje, krząta i szeleści!

Cóżem jeszcze mógł czynić ? Jaką wybrać drogę ?

To wszystko. Twór skończony. Nic nadto nie mogę !"

 

Bóg jest jakby bezradny wobec poza-istnieniowych roszczeń człowieka. Człowieka pałającego żądzą ukrócenia Boskiej fantazji stwórczej. Bóg proponuje człowiekowi nieustraszenie iść w Miłość i Światło. Proponuje, by zanurzył się w fascynującym Oceanie Istnienia i nie wychylał się z niego w próżnię zatracenia. Człowiek powinien hołubić byt dziękczynnym działaniem. Nadawać mu poloru twórczym, afirmującym spojrzeniem. Dlaczego nie zawsze tego chce ? Dlaczego nie marzy o współpracy z Bogiem? Dlaczego nie chce, by jego aktywność miała nieskończony zasięg? Czy nigdy nie wydobędzie się już tej odpowiedzi z czeluści tajemnicy nieprawości? A może trzeba szybko uciekać od przyglądania się złu, może szkoda marnować Boży dar rozumu na pogoń myślami za złem? ... Ale Boża Miłość dała człowiekowi wybór, dała wolną wolę.

 

Leśmianowy Eliasz woła-

 

"Chcę iść w tę Innotę,

Chcę być tam, gdzieś nie bywał !

Puść mnie tam - w bezbożyznę !

Puść na wolną wolę !

 

Wolny, Bogu zbyteczny - sam teraz popłynął

Wyżej i niebezpieczniej w ten zmierzch ponadniebny,

Gdzie nie ma już stworzenia i Bóg - niepotrzebny !"

 

W mrokach wewnętrznych lochów pozbawionych Bożego światła człowiek nie dostrzega Najświętszego Oblicza wskazującego drogę wolności. Więc sam sobie zakreśla granice, swoją ludzką miarą. Zamyka bramę do bezgraniczności, do wolności według pomysłu nieskończonego - Bożego. Do wolności może człowieka wyswobodzić tylko Chrystus. Człowiek sam siebie przysposobić może tylko do zniewoleń.

 

Człowieku!

Będziesz przebiegle kalkulował

ku jakim mrokom jeszcze serce skłonić

- Wyciągniesz dłoń w zdziczałe bezdroża,

lecz minie czas dłoni.

Otworzysz oczy, ale czas oczu pryśnie.

Nie ujrzysz już błękitu

- będzie nietrwanie bezbłękitne.

Nie będzie dróg, więc drogi na pewno nie zmylisz.

I z gasnącej duszy w "bezświat " się wychylisz,

by stwierdzić "jasnowidztwem ostatniego tchnienia",

Że to już koniec twojej wolności, że już wolności nie masz.

 

... Bo zawsze runie tandetny duchowy dom, zbudowany z grzesznej gliny niefrasobliwego nierozróżniania dobra od zła. Runie świat uporczywie rozmijający się z Bogiem. Concordia parvae res crescunt, discordia maximae dilabuntur - dzięki zgodzie małe rzeczy wzrastają, wskutek niezgody wielkie się rozpadają. W kontakcie z Bożym zamysłem drobne wysiłki mogą sięgać niebotycznego pasma obłoków, wkomponowywać się w nadprzyrodzone standardy - zwyciężać w Chrystusie. Chrystus jest potężną siłą inspirującą do rozkwitu. Kto w swoim działaniu idzie przeciw Bogu, rozprzestrzenia śmiercionośny zapach, chyli się ku śmierci. A tajemnicą pozostanie, dlaczego niektórzy wolą śmierć?

 

Jolanta Lesiuk

silence78@wp.pl