KRYTYKOWAĆ, CZY NIE KRYTYKOWAĆ ?

A może należałoby zapytać – upominać czy nie. Gdzie jest ta granica, kiedy można powiedzieć – nic więcej nie mogłam / nie mogłem zrobić. Jakich użyć argumentów, kiedy nieraz zupełnie opadają po ludzku ręce. Podobno prawdziwa cnota krytyk się nie boi. Ale któż z nas przyjmie krytykę nie wysuwając na swoją obronę wszelkich możliwych argumentów, albo też nie zamknie się sobie w poczuciu wielkiej krzywdy niezrozumienia i braku akceptacji. Próbowałam sobie przypomnieć jak sama podchodziłam do mniej lub bardziej słusznych zarzutów odnośnie własnego zachowania, wyborów, decyzji. Czy prosząc nawet o ocenę nie oczekiwałam w głębi duszy pochwały i nijak nie mogłam pojąć krytyki. Czy choć przez chwilę się nad słowami krytyki zastanawiałam, czy też doszukiwałam się podtekstów, złośliwości i zazdrości.

Otrzymujemy wiele komunikatów zwrotnych z naszego otoczenia – czy jednak chcemy je rozważać i przyjmować, szczególnie gdy nie zgadzają się z naszym wizerunkiem własnej osoby. Przyznam, że nie jest to łatwe, ale o ileż łatwiej byłoby powiedzieć sobie a jeżeli w tym co ktoś do mnie mówi jest odrobina prawdy i iść dalej tym tropem.

Ileż to razy myślimy, niech kto inny jemu/jej powie, ja się nie będę narażać, albo to nie jest moja sprawa, mnie to nie dotyczy, tak będzie lepiej. Źle pojęta tolerancja obraca się przeciw nam samym.

Zło jak kamień rzucony w wodę, zatacza coraz szersze kręgi i nagle stajemy zaskoczeni, że te kręgi w jakiś sposób i nas dotykają i że jednak to była nasza sprawa i że należało reagować.  Krytykować innych jest najłatwiej wtedy kiedy mamy nadzieję, że się nigdy nie dowiedzą, że to my jesteśmy tymi którzy krytykują. Krytykujemy inność – bo nie rozumiejąc jej – boimy się. Natomiast  gdy dzieje się zło nabieramy przysłowiowej wody w usta.

Wracają wątki z poprzednich artykułów – pokora, prawda, dobro, zło, wolność.

Z koniecznością  podejmowaniem decyzji – upomnieć / zwrócić uwagę czy dać sobie spokój spotykam się na co dzień w pracy, w domu, w najbliższym otoczeniu. Przyznam nie odczuwam, żadnej satysfakcji, gdy ktoś po jakimś czasie mówi szkoda, że nie posłuchałem / posłuchałam twojej rady. Gorzej jest kiedy słyszę dlaczego ty widząc co się dzieje nie zareagowałaś, dlaczego „odpuściłaś”.  Mówimy, że od tych którzy dużo otrzymali wiele wymagać się będzie. Jeżeli więc otrzymaliśmy tę odrobinę mądrości, która pozwala rozróżnić dobro od zła i przewidzieć skutki to po prostu nie powinniśmy stać z boku i czekać na rozwój wypadków. Z takiego zaniechania zostaniemy rozliczeni. Jak jednak w pokorze i miłości zwracać innym uwagę, że za chwilę się przewrócą o kłodę jaką mają pod nogami? I czy często nie zachowujemy się tak, że chętniej” widzimy źdźbło w oku brata a wielkiej drzazgi we własnym nie dostrzegamy”?  Ale to już sugestia następnych tematów.

Gdyby ktoś chciał się podzielić swoimi uwagami, z Autorką powyższych rozważań, to za Jej zgodą podaję adres: barka@elektron.pl