Nieznośny krzyż bezsensu

 

Opowiadano mi, że pewna prosta kobieta, w okropnych męczarniach umierająca na raka, zalewała się łzami, żegnając się z najbliższymi. Dla rodziny zgromadzonej przy łóżku chorej, oczywiste było, że to łzy żalu i rozpaczy człowieka żegnającego się z bliskimi i z życiem. Zaszokowała ich ostatnimi słowami -"jestem taka szczęśliwa, taka szczęśliwa, że już na zawsze będę ze Swoim Ukochanym Jezusem".

 

Podczas II Synodu Biskupów dla Europy (1-23 X 1999) francuski biskup A. Fort powiedział, że wśród wierzących panuje nadmierna dyskrecja w mówieniu o nadziei na życie wieczne i w ogóle o Chrystusie. Jego zdaniem życie Europejczyków jest systematycznie pozbawiane wymiaru eschatologicznego, nadziei na życie wieczne, a więc każdej nadziei. Dlatego syndromem naszych czasów jest nieznośny krzyż bezsensu, który bardzo uwiera nie tylko podczas ostatecznych doświadczeń egzystencjalnych ale dzień po dniu obezwładnia duchową sferę człowieka.

 

Postawa wspomnianej wyżej kobiety to świadectwo, że krzyż jest rzeczywistą bramą do Chrystusa i każdy, kto go miłuje, choćby i umarł, żyć będzie . . . Bo krzyż to nie unicestwiające narzędzie bezsensownych tortur, ale wehikuł miłości, który dostarcza nas prosto w ramiona Ukochanego Zbawiciela. Każdy kto to rozumie, pojmuje też, że wiecznością się nie straszy, ale wiecznością się pociesza.

 

Jolanta Lesiuk

silence78@wp. pl