KWIATY NA PUSTYNI

  

„Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać.

Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie?

Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi.

Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?

 

Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swojego życia?

A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą.

A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich.

Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary?

 

Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? Co będziemy pić? Czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają.

Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o Królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane”.

(Mt 6,25-33)

 

W III wieku Ewangelia dotarła już do wielu ludów basenu Morza Śródziemnego, także na tereny dzisiejszego Egiptu. Przyjmowana była powszechnie przez ludzi zarówno wykształconych jak i prostych, zachwycała swoją prostotą i mocą. W czasach, gdy Kościół stawał się masowy a ilość wyznawców nie zawsze szła w parze z jakością, wielu wierzących zapragnęło żyć Ewangelią w całej pełni i radykalizmie Chcieli trwać w bliskości Boga, uznając to za najważniejsze zadanie ich życia. Przyjęli dosłownie i ochoczo wezwanie Jezusa o potrzebie wyrzeczenia się siebie, o konieczności zerwania z grzechem, porzucenia dóbr materialnych, aby ich jedyną troską było zbawienie. Odczuwali głęboką potrzebę odsunięcia się od ludzi i od świata, który proponował przeciwne temu pragnieniu wzorce. Opuszczali swoje domy rodzinne i udawali się na pustynię, „unikając zgiełku miast, natłoku ludzi i miejskich występków, gdzie powietrze jest czystsze, gdzie niebo jest szerzej otwarte i gdzie Bóg jest bliżej” (Orygenes), aby tam spędzić resztę swojego życia w samotności, sam na sam z Bogiem.

Znaczącą postacią tego dość powszechnego ruchu był św. Antoni Pustelnik. Urodził się w Egipcie ok. roku 250 w bogatej rodzinie chrześcijan koptyjskich. Wcześnie stracił rodziców. Gdy szukał swojej drogi życia, wszedł do kościoła i usłyszał kapłana czytającego: „Jeśli chcesz być doskonałym, idź, sprzedaj, co masz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie” ( Mt 19,21). Antoni spełnił słowa dokładnie, rozdał spuściznę i udał się do pustelni. Swoim doświadczeniem, potężną osobowością i przykładem pociągnął rzesze naśladowców wywierając ogromny wpływ na wiele „pokoleń” mnichów. Na przełomie III i IV wieku na skalistej i dzikiej pustyni egipskiej okalającej dolinę Nilu, zwłaszcza w okolicy Nitrii i Sketis, na pustyni Synaju czy Judzkiej, istniały już dość liczne (oceniane łącznie na kilka do kilkunastu tysięcy) „kolonie” pustelników, żyjących wprawdzie samotnie, ale skupionych wokół doświadczonego „ojca” (tzw. Abba).

Pustynia to świeże i czyste powietrze, cisza i spokój, ale jest to też miejsce, gdzie człowiek może doświadczyć prawdy o sobie, swojej słabości, kruchości, bezradności, chociażby wobec sił przyrody, dzikich zwierząt, bezlitosnych rozbójników lub konieczności zaspokajania podstawowych potrzeb. Jest miejscem, gdzie zawodzą ludzkie siły, nic nie znaczą tytuły czy majętności i człowiek jest naprawdę „w ręku Boga”. Pustynia wg Pisma św. jest miejscem próby, walki z mocami zła i własnymi wadami. Jest też trudną ale skuteczną metodą „uczenia się Boga”, który przemawia w ciszy; chodzenia, pracowania, trwania w Jego wszechogarniającej, pełnej pokoju, dającej radość i szczęście, obecności.

Ojcowie pustyni żyli bardzo surowo. Na swoje schronienie wybierali groty, stare grobowce, lub budowali sobie cele z naturalnie dostępnego materiału (np. kamieni zlepianych błotem). Mieszkali zazwyczaj samotnie (byli anachoretami - w odróżnieniu od cenobitów, czyli żyjących we wspólnocie). Czasami Abba (ojciec duchowy, doświadczony człowiek pustyni) przyjmował do swojej celi ucznia. Ich dzień upływał w milczeniu, wypełniony był modlitwą, najczęściej była to cicha recytacja Psalmów lub innych fragmentów Pisma św., które znali w znacznej części na pamięć i traktowali je jako swój najważniejszy pokarm. Ich pragnieniem i celem była nieustanna modlitwa serca. Pracowali na swoje utrzymanie wykonując najczęściej proste, nie absorbujące umysłu, nie przeszkadzające modlitwie, prace (np. wyplatanie lin czy koszy). Swój niewielki dochód przeznaczali na własne utrzymanie, potrzeby Kościoła oraz jałmużnę. Żywili się bardzo skromnie, najbardziej umiarkowani jedli raz dziennie (nie do syta), ich pokarmem był chleb i warzywa, pili słoną wodę. Niektórzy pościli jedząc raz na dwa lub trzy dni (prawdopodobnie byli i tacy co posilali się raz na tydzień), ale to zazwyczaj nie spotykało się z aprobatą Ojców, którzy cenili umiar i często musieli ograniczać przesadne i niewłaściwe zapędy najmłodszych adeptów. Pustelnicy stosowali wiele rozmaitych praktyk pokutnych w zależności od wady, którą chcieli w sobie poskromić (płacz był częstym towarzyszem tych zmagań), lub cnoty, którą chcieli uzyskać. Młodzi, zanim nie osiągnęli doświadczenia, otwartości i wrażliwości na Ducha Świętego prosili o radę i prowadzenie swojego Abba, któremu powinni być posłuszni we wszystkim. Ćwiczenie się w posłuszeństwie było pierwszym i koronnym sprawdzianem przydatności człowieka do bycia mnichem. Jeśli ktoś nie potrafi być posłuszny człowiekowi, nie będzie też posłuszny Bogu. Dopiero gdy uczeń nauczył się słuchać głosu Boga, spełniać Jego wolę, pozwolił zamieszkać w sobie Duchowi Świętemu, wtedy mógł zacząć samodzielne życie, a po nabyciu dalszego doświadczenia zostać Abba, czyli cenionym mistrzem, swoim przykładem „rodzącym do nowego życia” młodszych braci. Pustelnicy odwiedzali się od czasu do czasu, pilnie przestrzegając gościnności, dzieląc się swoim doświadczeniem, radząc się co do swoich myśli, wspierając w trudnościach i upadkach.

Wielu z mieszkańców pustyni, najczęściej ludzi prostych i wielkodusznych dzięki swojej wytrwałości i otwartości na łaskę Bożą stało się „nosicielami Ducha Świętego”, prawdziwymi przyjaciółmi Boga. Z ludzi nieokrzesanych, czasem nawet przestępców, rodzili się „nowi ludzie”, pełni pokoju, miłości, łagodności, których oblicza jaśniały i przemieniały. Ich wieloletnia, konsekwentna asceza prowadziła do doskonałej miłości, pragnienia, by dla miłości Boga „stać się jak ogień”.

Zdecydowanie unikali rozgłosu i swoje praktyki starali się utrzymywać w tajemnicy ( dla gościa zawsze znalazło się coś lepszego do zjedzenia a nawet kubek dobrego wina). Mimo tej dyskrecji ciągnęły do nich tłumy ludzi pragnących usłyszeć „słowo” - lekarstwo na ich problemy, wskazówkę na drogę zbawienia. „Starcy” umieli nieraz jednym spojrzeniem wniknąć w duszę swojego brata i ofiarować najwłaściwszą pomoc. Nie uciekali przed światem, oni ten świat przemieniali, podtrzymywali go swoja modlitwą. Umieli jednocześnie przejrzeć nieczyste intencje tych, którzy odwiedzali ich tylko z ciekawości, „turystycznie”. Wówczas chowali się lub pokazywali w zupełnie krzywym zwierciadle.

Tak więc sucha, jałowa, dzika pustynia zaczęła kwitnąć. Właśnie do pięknych, pachnących kwiatów na pustyni można porównać wielkie, świetlane postaci Abba Antoniego, Abba Makarego, Abba Arseniusza, Agatona, Pojmena, Pambo, Sisoesa, i wielu, wielu innych. Sporadycznie zdarzały się wśród nich i kobiety (tzw. Ammy, czyli matki - Amma Teodora, Amma Sara) chociaż najczęściej pilnie ukrywały swoją płeć. Oprócz tych wielkich postaci było zapewne też wielu kiepskich mnichów, w ich skupiskach zdarzały się kradzieże, różne problemy natury seksualnej, herezje. Ojcowie wówczas wielką cierpliwością i miłością starali się pozyskać brata, aby się nawrócił, czasami jednak musieli takiego „delikwenta” wygonić.

Z czasem niektórzy mnisi łączyli się we wspólnoty, które potrzebowały ustalenia konkretnych reguł określających wymagania i charakter tych wspólnot (św. Bazyli Wielki - „Reguły dłuższe”), tworząc zalążki dzisiejszych zakonów. Na nich opierał się m.in. św. Benedykt tworząc w VI w. podstawy zachodniego ruchu zakonnego.

Do naszych czasów zachowały się ślady życia Ojców Pustyni („Księga Starców” - „Gerontikon”) w postaci krótkich opisów, wypowiedzianych „słów”, tzw. „rematów” - pouczeń, refleksji lub bardzo praktycznych i prostych rad dla kogoś, kto z całego serca szuka Boga. Są pełne szczerej wiary, mądrości płynącej z długich godzin modlitwy i doświadczenia, oraz głębokiej wiedzy o psychice człowieka, jego potrzebach, możliwościach i ograniczeniach. W dzisiejszych czasach wraca się do ich doświadczeń, które w swojej istocie są zawsze aktualne (Na Górze Athos w Grecji do dziś można też spotkać „żywych” pustelników, żyjących tymi samymi wartościami, co ich poprzednicy z początku ery chrześcijańskiej).

Co mamy dzisiaj? Życie w ciągłym pośpiechu, hałaśliwe, powierzchowne, „przeciekające między palcami”, poczucie rozmijania się z jego istotą, zatratę świadomości własnej głębi, brak kontaktu z Prawdą i Najwyższą Racją istnienia. Takie doświadczenie budzi w człowieku niepokój, pragnienie poznania i zakosztowania pełni życia. Najczęściej ludzie zagłuszają to pragnienie coraz to nowymi wrażeniami, uciekają w nadmierną pracę lub łatwe przyjemności życia, gromadzenie różnych dóbr. I nie uzyskują pokoju, co najwyżej krótkotrwałe zadowolenie i gonitwa trwa dalej. Trudno zdobyć się na wysiłek dotarcia do źródeł tego sfrustrowania. Potrzeba czasem zatrzymania się w biegu, trwania w ciszy i samotności, nie tylko dla „ukojenia nerwów”, lecz także dla prawdziwego spotkania sam na sam ze sobą, sam na sam z Bogiem - źródłem, przyczyną i celem każdego życia.

Potrzeba nam czasami udać się na taką „pustynię”, wśród codziennych obowiązków wykroić czas na modlitwę, refleksję, trwanie w milczeniu. Pokochać ciszę i milczenie. Modlitwa. Ona oczyszcza i leczy nasze wnętrze.

 

**************

 

Pewnego dnia abba Zenon szedł drogą w Palestynie i zmęczył się. Usiadł więc, żeby się posilić, a obok było pole ogórków. I przyszła mu myśl: „Weź sobie jeden ogórek i zjedz go: cóż to takiego?” Więc odpowiedział sam sobie: „Złodzieje idą do piekła: wypróbuj siebie, czy zdołasz znieść męki piekielne”. Wstał więc i stał na słońcu przez pięć dni, aż spalił skórę, a wreszcie rzekł: „Nie potrafię już dłużej wytrzymać”. I odpowiedział pokusie: „Jeżeli tego nie możesz, to nie kradnij i nie wyjadaj”.

 

Bracia ze Sketis wybrali się do abba Antoniego. Kiedy wsiedli na łódź, spotkali pewnego starca, który też tam jechał, a którego oni nie znali. Rozsiedli się w łodzi i rozprawiali najpierw o słowach ojców, potem o Piśmie św., potem znowu o swoim rękodziele. A starzec milczał. Kiedy dotarli do przystani, okazało się, że i on idzie do abba Antoniego. I gdy do niego przybyli, powitał ich: „Dobrego towarzysza drogi znaleźliście w tym starcu!” A do starca powiedział: „Dobrych braci miałeś w drodze ze sobą, abba!” Odrzekł starzec: „Dobrzy to oni są, ale ich zagroda nie ma bramy i każdy, kto zechce, wchodzi do stajni i odwiązuje osła”. Powiedział to w tym sensie, że mówili wszystko, co im ślina na język przyniosła.

 

Abba Agaton szedł kiedyś z uczniami, a jeden z nich znalazł na drodze zielone ziarnko grochu i zapytał starca: „Ojcze, czy mogę je wziąć?” Starzec spojrzał na niego ze zdumieniem i odrzekł: „A to ty je tu położyłeś?” Brat na to: „Nie”. A starzec: „Jakże więc chcesz zabrać coś, czego nie położyłeś?”

 

Wioletta Masiuda