Tęcza nad „Ukraińskim Krakowem”

 

Co do tęczy, jak mawiają Anglicy „deszczowego kręgu” mamy wiele przesądów i legend.

 

Widziałem podwójną tęczę w dalekim zabajkalskim mieście Czita, tuż po poświęceniu kościoła Piotra i Pawła AD 2002. Tam przyjechał kard. Tomko pod nieobecność wygnanego bpa Mazura aby go zastąpić na uroczystościach konsekracji. Źli ludzie skrzywdzili syberyjskich katolików zabierając im Biskupa a piękna aura potwierdziła, że Pan Bóg daje błogosławieństwo dla tych nowych dzieł na Syberii. Także ostatnio żegnając się z moją archidiecezją Białostocką widziałem piękną tęczę nad Różanymstokiem, gdy młodzież w pielgrzymce do cudownego obrazu Matki Bożej wędrowała. Na tej pielgrzymce umarł pewien  człowiek, fanatyk wędrowania do Częstochowy. Miał tylko 55 lat. Niektórzy zazdrościli mu tak pięknego odejścia przez trud wędrowania i kolorowa, przez niebo namalowaną bramę! Ostatni raz widziałem tęczę i to podwójną dziś wieczór 9 lipca 2003 wjeżdżając tryumfalnie do Charkowa z katolickim biskupem tego miejsca ... nieudacznikiem biskupem: Stanisławem Padewskim.

 

1.         Nieudacznik

 

Ksiądz Biskup ma kapucyńskie (brodate) poczucie humoru i śmieje się nad sobą często, zwłaszcza wtedy gdy ja osobiście i pewnie wielu innych płakałoby spuszczając nos i załamując ręce. Nieudacznikiem nazywa sam siebie wielokroć spotykając zwłaszcza dygnitarzy wśród, których niezmordowanie kwestuje prosząc nie o pieniądze ale ... o pomoc personalną, przy organizacji najmłodszej ale też największej terytorialnie i ludnościowo diecezji Ukrainy. Na 20 milionów mieszkańców zamieszkujących 7 wschodnich województw działa obecnie 6 świątyń rzymsko - katolickich, kilkanaście kaplic, około 50 zarejestrowanych wspólnot i tylko 20 kapłanów z czego diecezjalnych tylko 4. Biskup walczy od roku z przeciwnościami losu mając za kurię pokoik na piętrze prowizorycznego klasztoru sióstr Franciszkanek z Lasek. Katedra to przytulny neogotycki kościółek wielkości wiejskiej świątyni, a właściwie „katedralna kaplica” niedawno zwrócony ale wciąż niewykończony i niegotowy do konsekracji. W podwórcu katedry góry żelastwa, 3 piętrowy kontener dla kleryków lub gości ... to biurowiec Caritas. Wszystkiego strzeże czujnym okiem wilk z Gubbio zwany „Malysz”. Jedyna świątynia katolicka w 2 milionowym mieście ... ”ukraińskim Krakowie”, bo to niegdysiejsza sowiecka stolica Ukrainy, ma coś w sobie z nastroju zapuszczonej daczy. Potrzebne; narzędzia i chętni ogrodnicy, by ja zamienić w kwitnący ogród, czy metaforycznie: posklejać chroniąc od upadku jak to uczynił św. Franciszek we śnie papieża Innocentego. Ks. Biskup Padewski, żartuje ze jest „nie-u-dacznikiem”, bo daczy nie posiada. Widzę jednak, że dacza jest, trzeba się tylko przy niej pokrzątać. Dziś rano czytaliśmy Ewangelię o „wielkim żniwie i małej ilości robotników”. O jakże to pasuje do tej sytuacji, do tych okoliczności, które dane jest mi oglądać i opisać dziś.

 

2.         Ciasnota

 

Inne powiedzonko Biskupa Padewskiego, to zachęta do kapłanów zasklepionych w sobie. Podobno, (powtarzam co słyszałem na własne uszy od kapłanów w Krakowie i Tarnowie, co wiem również z Podlasia) z południowej Polski, bez straty dla lokalnego kościoła na misje mogłoby jechać 100 albo 200 księży od zaraz. Czemu nie jadą? Boją się stracić ciągłość pracy, bezpieczny kąt, świadczenia socjalne i inne ... lista minusów jest długa. Powracający z misji często nie mają do czego ani do kogo powrócić, życie w Polsce jest szybkie, kolejka do tytułów i godności długa. System ochronny dla misjonarzy nie funkcjonuje, trzeba być kompletnym wariatem, żeby siebie pozbawić perspektyw stabilnego życia, bamboszów, telewizorka, gazetki ... niegdysiejsi „młodzi gniewni” nie tylko księża ale i świeccy, wpadają w szpony konformizmu. Marek Holdys z Perfectu śpiewał kiedyś: „hej poeci śliczni tacy, obrastacie w tłuszcz”. Formacja misyjna w seminariach jest minimalna lub żadna, tradycja misyjna przez lata komunizmu -gdy byliśmy „zamkniętą twierdzą”- przerwana. Księża zgłaszający się na misje są kuszeni i nagabywani na „lepsze posadki”, mówi się im i sam tego doświadczyłem, że w Polsce będą żyć jak ”pączki w maśle” i po co to ryzyko. Tymczasem, Biskup Padewski głosi, ze wyjazd na Ukrainę wielu wyzwoli ... od CIASNOTY, bo przestrzenie u niego przeogromne: kozackie stepy, Morze Azowskie, Zagłębie Donbas, dziesiątki milionowych miast (Zaporoże, Donieck, Makiejewka, Lugansk, Dnieproderzynsk, Poltawa, Mariupol, Melitopol, Berdjansk, etc.) pozbawionych jakichkolwiek kościołów i nawet chęci chodzenia do nich. Podobnie jest w Kazachstanie czy na Syberii (A co powiedzieć o Afryce, Azji, Ameryce Łacińskiej?). Jakkolwiek groźnie brzmią te słowa to jednak zachęcanie do pójścia, czy wypłynięcia na głębię jest częścią jubileuszowego programu Papieża. Ja jestem pewien, że Biskup Padewski ma rację. Ciasnotą jest zamykanie się w sobie, w swoim polskim światku i zapominanie, żeśmy częścią kościoła uniwersalnego. Milczenie o tym byłoby zabójcze dla kościoła w Polsce. Mówienie o tym choć ma posmak tupetu jest powrotem do polskiego geniuszu znanego nam wszystkim z Trylogii. Biskup Padewski zachęca nas do pójścia tym szlakiem do sprawiedliwej i nie mniej patriotycznej sprawy. Pióropusze husarzy tu niepotrzebne. Wystarczy jedna uboga sutanna ... czy pamiętacie?(Łukasz 9,1-6)

 

3.         Solidarność

 

Towarzyszę Biskupowi Stanisławowi od 5 dni w jego żebraczej wędrówce po Polsce.

 

Jak wspomniałem, żebrze on o kapłanów i siostry, i pewnie się ucieszy gdy choćby kleryk jaki na praktykę do niego się zjawi. Będzie rad każdemu świeckiemu animatorowi, każdej misyjnej formacji zakonnej, ewangelizacyjnej. On jest nad wyraz otwarty. Wiemy przecież, że Kościół z natury swojej jest misyjny i misje są papierkiem lakmusowym naszej wiary. Więc nie powinien żebrać, a jednak to robi.

 

Gdy siostry dzisiaj w południe zadzwoniły, że szykuje się rocznica ingresu, to przypomniałem sobie jak się użalał, że przez rok niczego nie dokonał, że nadal nie przybyło mu kapłanów, że w 10 diecezjach do jakich się zwracał z dramatyczną prośbą o Solidarność, odpowiedzi były odmowne i biskupi rozkładali ręce mówiąc, że chętnie, gdyby tylko ktoś z księży się do nich z takim pragnieniem zgłosił ... a jednak nikt nie chce. Myślę sobie w głębi serca że brak pewnie zachęty, i dlatego mozolnie ten tekst piszę. Piszę go nie po prostu z nudów, ale z przekonania. Piszę ale i czynię to, o czym mówię. Gdyśmy wjeżdżali do miasta  Charkowa, jak wspomniałem: tryumfalnie, zauważyliśmy te podwójną tęczę, żartowaliśmy, że siostry zamówiły dekoracje na rocznicę ingresu, i że nie jest aż tak źle: „mamy sygnał z góry”, niebo się solidaryzuje, choć na ziemi jeszcze nie ma znaków poprawy, a poza tym ksiądz Padewski na swoje szczęście czy nieszczęście: dostał po roku starań (aż czy tylko) jednego kapłana! To ksiądz białostocki, „misyjna sierota” banita z Syberii – autor tekstu.

 

4.         Zielone światło

 

Ludzi w Polsce śmieszy rosyjskie określenie „zielone światło”, bo chodzi o przyzwolenie. Tego słówka ks. Biskup Stanisław użył zwracając się pisemnie miesiąc temu do arcybiskupa Ziemby z prośbą o skierowanie mnie do Charkowa. Przyznam, w tym czasie wątpiłem, ze będę wpuszczony i marzyłem raczej o Papui i nadal marzę, bo nie wiem czym to wszystko się skończy, nadal z powodu „niewyparzonej gęby” jestem „płachtą na byka” dla wielu dygnitarzy sowieckich. Widzę jednak naocznie, jak wielka jest tu potrzeba i jakiś czas na pewno tu zagoszczę. Ks. Biskup Stanisław z radości, że jego połów się udał pofatygował się do Białegostoku podziękować osobiście za to że zapaliło się „zielone światło” tam właśnie, gdzie wcale się tego nie spodziewał.

 

A powiem, że wśród Karmelitanek z Charkowa jest siostra Julia, moja wychowanka, która „maczała paluszki” w tym projekcie. Wielka jest siła modlitwy osób Bogu poświęconych. Modlitwa bez uczynków jednak martwa jest. Toteż Biskup Stanisław nie poprzestał na wizycie w Białymstoku. Był w Łomży, Radomiu, Tarnowie ... nawet w malutkiej kurii Zytomierskiej już na Ukrainie nadal nie przestawał żebrać. Kto wie, kto wie, może znienacka zapuka i do Waszych drzwi i na misje zaprosi. Patrząc na tego humorystycznego Biskupa i jego zatroskanie o swoją przeogromną  diecezję, przypomniałem sobie jego żart, że jeszcze ten świętojański robaczek zielonego koloru tak naprawdę się nie zaświecił ... Proszę was, czytających te słowa, abyście w tym pomogli.

 

Zapalmy to światełko wspólnie! Nie czekajmy aż przyjdzie do nas. Biskup nie zdąży dojechać do wszystkich polskich klasztorów, parafii czy Kurii, nie starczy mu na to sił, a i wiek 70 lat, choć nie wygląda na tyle, jednak ... zmusza do szacunku. Mówmy ze sobą o tym, opowiadajmy księżom i biskupom o naszej ciasnocie, o robaczkach etc. Mówmy !

 

Św. Faustyna zapowiedziała, że z Polski wyjdzie kiedyś iskra, która zapali, zapali, zapali cały świat. Czy pamiętamy te przepowiednie? Nie chowa się światła pod korcem przecież. Zapalajmy świat wspólnie! Proszę raz jeszcze.

 

5.         Dział Botanika

 

Ostatni aforyzm Biskupa Kapucyna, jaki pamiętam to opowieść z życia. Podobno w pewnej bibliotece „Kwiatki św. Franciszka” pomieszczono w dziale Botanika! Tak, taka jest kondycja chrześcijańska z naszego polskiego podwórka. Oglądamy się jeden na drugiego, odbijając piłeczkę jak w tenisie stołowym, tak że ostatecznie cała sprawa misyjna wraca tam skąd wyszła: papież sobie a my sobie! W 1978 powiedziane było: „nie lękajcie się, otwórzcie serca, drzwi miast i państw Chrystusowi, on wie co jest w człowieku”. My jednak jak wystraszone kury patrzymy na papieża i czekamy kibicując: „do jakiego to znowu kraju pojedzie nasz wódz”. A my sami?

 

Czy pamiętamy piosenkę z przedszkola o małych rączkach? Ja sparafrazowałem ja tak:

 

CHOĆ MAM RĄCZKI MAŁE I NIEWIELE ZROBIĘ

POJADĘ NA MISJE, NIECH PAPIEŻ ODPOCZNIE!

 

Tak, niech książki o misjach zagoszczą w naszych domach, więcej – piszmy je sami, póki jesteśmy młodzi (mówię do wszystkich którzy mają mniej lat niż papież – misjonarz, który objechał już ponad 100 krajów), i nie traktujmy opowieści misyjnych jako astrologii, czarnej magii albo kołysanki dla grzecznych dzieci. Nie stawiajmy sprawy misyjnej do działu „kulinaria” ,a kwiatków Franciszka do botaniki.

 

Nie pójdziemy na Ukrainę, na Syberię, do Afryki, do Azji  ... no cóż, pójdą inni ludy zbawią się bez nas, ale czy my się zbawimy zmarnowawszy taką szansę misyjną, mając Papieża i misyjnie myślących Biskupów? A może kiedyś niespodzianie Ukraina, Kazachstan czy Syberia (ta męczeńska tzn. nasi rodacy zagubieni bez modlitwy, ich nieśmiertelne dusze czyśćcowe) przyjdzie do nas i będzie jak śmierć nocą łaskotać nasze pięty! Czy będzie wtedy możliwe i sensowne życie „jak pączek w maśle”, życie szare bez ryzyka, ułożone i bezpieczne.

 

Ks. Jarek Wiśniewski

Charków 9 lipca 2003

 

jarekmg@xl.wp.pl

www.orient.opoka.org