List do zniechęconych

                        „Dać ludziom nadzieję ...”

 

"Czuję się taka(i) zagubiona(y) i bezradna(y) i tak bardzo chciał(a)bym, żeby wszystko się zmieniło ... Nie umiem sobie poradzić z życiem, stało się ono takie przytłaczające i bezsensowne, nie wiem jak wybrnąć z długów, z kłopotów, jak zapewnić dzieciom jakąś sensowną przyszłość ..?."

 

Takie i tym podobne wypowiedzi pojawiają się coraz częściej na różnego rodzaju forach, w e-mailach, w rozmowach z ludźmi. Ludzie czują się coraz bardziej zagubieni i przytłoczeni życiem, toczącą się walką o przetrwanie, czy zapewnienie sobie komfortu materialnego, bezradni wobec eskalacji propagandy sukcesu i dobrobytu, który jest nieosiągalny. W czasach komunizmu taka propaganda była sterowana przez centralne ośrodki władzy politycznej. Pamiętamy jak nam wmawiano, że gdzieś za zakrętem historii lub za horyzontem polityki kryje się wspaniały raj komunistycznego rozkwitu. A jednocześnie tylko nieliczni wybrańcy mieli do niego dostęp, zapewniony najczęściej nie tyle uczciwą pracą, co partyjną przynależnością. Dzisiaj podobnie usiłuje się mamić ludzi takim efemerycznym dobrobytem i sukcesem, ekonomicznym eldorado. I znowu tylko nieliczni mają do niego dostęp, i znowu nie dzięki uczciwej pracy, ale wskutek szwindli, kantów i nieuczciwości - przerażającego zestawu niemoralnych posunięć. Przodują w tym –niestety tak jak i za komuny- elity polityczne kraju. Sprawdza się nadal powiedzenie: „Polska nierządem stoi”, a prywata i egoizm rządzących są przerażające. Pozostała większość nadal żyje w biedzie i niepewności jutra. Powiększa się stres psychiczny, wzrasta napięcie i nerwowość, rozprzestrzenia się beznadzieja i bezsens. Ludzie są psychicznie coraz słabsi, coraz bardziej popadają w przygnębienie, w apatię, w stan zniechęcenia i tępej rezygnacji z jakiegokolwiek wysiłku.

 

Dla mnie każdy taki e-mail, każda taka wypowiedź to dramat, to ludzie załamani, pokaleczeni, samotni, bezradni, nie umiejący stawić czoła pojawiającym się trudnościom, życiu, które staje się coraz bardziej bezwzględne. Jest to również świadectwo, tej niepokojącej prawdy, że znowu gdzieś panoszy się zło, amoralność i nieuczciwość bierze górę, a aroganccy cwaniacy i egoiści zapomnieli o drugim człowieku i jego potrzebach.

 

Jak takim ludziom pomóc, jak im pokazać, że sens i istota życia tkwią głębiej, że nie wszystko jest stracone. Że mimo kłopotów i trudności, mimo przeciwności losu, mimo niedostatku warto żyć i że istnienie nawet niezasobne i niekoniecznie na najwyższym poziomie finansowym może być spokojne i szczęśliwe ? Jak ich przekonać, że najczęściej tak wiele zależy tylko od nich samych, od ich nastawienia, od zmiany oczekiwań  lub raczej ograniczenia niemożliwych do zaspokojenia wymagań ? Jaką receptę na życie dać tym, którzy borykają się z nim tak nieporadnie ? Jak pomóc ludziom zagubionym, którzy mają pecha i nie umieją sobie poukładać życia, którym się nic nie udaje, którzy mimo wysiłków jakoś nie umieją  uporać się z problemami egzystencjalnymi ? Jak przywrócić ludziom nadzieję i sens życia ? Jak rozbudzić cierpliwą, dalekosiężną wizję urzeczywistniania się ? Jak pokazać wreszcie , że mimo  ubóstwa, czy pewnych braków można być szczęśliwym ?

 

No i jak – przede wszystkim – samemu nie być przyczyną nieszczęść innych ludzi, czy ich biedy, jak nie być egoistą dbającym tylko i wyłącznie o swoje własne interesy i o swój własny dobrobyt ? Jak być dobrym i życzliwym dla innych ? Jak ratować tych z drugiej strony bariery bogactwa przed utonięciem w materialnym dobrobycie ? Jak pokazać im, że szczęście nie leży w coraz bardziej zachłannym, zaciętym gromadzeniu rzeczy, ale w dzieleniu się ?

 

Nie można powtarzać jakichś truizmów i dawać łatwiutkich dobrych rad, nie można zbywać takich głosów pobożnym stwierdzeniem: „będę się za ciebie modlił”.  Bo od razu przypominają  mi się słowa św. Jakuba: „Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta! - a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała - to na co się to przyda? (Jk 2:15-16)

 

Nie wystarczą moje – nawet najdłuższe – modlitwy, kiedy ktoś potrzebuje chleba, odzienia, lekarza czy świadomości spokojnego jutra! Nie wystarczą moje najszczersze słowa współczucia, kiedy on potrzebuje świadomości bycia kochanym i szanowanym! Jaki pożytek z mojej pobożnej i słodkiej minki z uładzonym uśmieszkiem przyklejonym do ust, skoro on potrzebuje przywrócenia nadziei i doświadczenia konkretnej miłości.

 

A z drugiej strony. nie stać mnie przecież na bezpośrednie finansowe wspieranie wszystkich potrzebujących, na „drukowanie i rozdawanie pieniędzy”. Na to, nie stać nikogo. Co więcej, w wielu przypadkach byłoby to deprawujące, bo ustawiczne dawanie i pomaganie może tylko pogłębiać wewnętrzne przekonanie o nieudolności i nieumiejętności radzenia sobie w życiu. I nie chodzi nawet o to, aby nie dawać bezmyślnie, ale aby dać coś więcej niż pieniądze, czy chwilową, materialną pomoc. Chodzi o to, aby dać ludziom nadzieję, przywrócić im wiarę w siebie i w innych, aby uczynić świat bardziej ludzkim i życzliwym. Nie chodzi o to, aby dawać stale jałmużnę, ale o to, aby znikła potrzeba jałmużny. Czasami trzeba tak niewiele pomóc, podać rękę, okazać życzliwe zainteresowanie, dobroć, uprzejmość.

 

A przecież nawet Chrystus nie uzdrowił wszystkich chorych, ułomnych, sparaliżowanych i trędowatych, nie nakarmił wszystkich głodnych i nie napoił wszystkich spragnionych, nie pomógł wszystkim biednym. Co więcej, kiedy Judasz protestował przeciwko rzekomej rozrzutności Marii Magdaleny, Jezus odparł, „ ... ubogich zawsze macie u siebie i kiedy zechcecie, możecie im dobrze czynić; lecz Mnie nie zawsze macie ...” (Mk14:7) Co to znaczy ? Czy nie znaczy to właśnie, że człowieczeństwo nasze utwierdza się i realizuje w życzliwym stosunku do drugiego człowieka, w widzeniu, w dostrzeganiu jego potrzeb ? Czy nie po to dał nam biednych, ubogich, chorych zniedołężniałych, potrzebujących pomocy abyśmy przez umiejętność empatii doskonalili swoje własne człowieczeństwo ? Czy nie istnieją oni między innymi, po to, aby człowieczeństwo w nas nie umarło ?Jego przykazanie miłości Boga i bliźniego jest jednym i tym samym przykazaniem. Nie ma miłości Boga bez miłości bliźniego.

 

Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy. (Mt 22:37-40)

 

Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. (1 J 4:20)

 

 

Co więc robić wobec tych wszystkich, którzy borykają się z kłopotami życia codziennego, nieraz nie z własnej winy, nieraz bez widocznej przyczyny czy winy z ich strony. Niestety dosyć często bywa również i tak, że człowiek sam siebie widzi biednym i ubogim, prześladowanym przez nieszczęścia i kłopoty, chociaż obiektywnie rzecz biorąc jego status egzystencjalny jest całkiem znośny. Mam nawet wrażenie, że:

 

największym nieszczęściem i przyczyną – często rzekomej tylko – „biedy” współczesnego człowieka nie jest to, że za mało ma, ale to, że za dużo chce mieć.

 

Trzeba bowiem rozróżnić pomiędzy: nędzą, biedą, ubóstwem, niedostatkiem i  brakiem. To oczywiste, że materialna nędza jest nie do zaakceptowania i nie do zniesienia. Jest to stan, niestety, milionów ludzi na całym świecie, (a szczególnie w krajach rozwijających się) ludzi umierających z głodu. Ale raczej nie jest to stan z jakim można się spotkać w Polsce. Co innego jednak nędza, a co innego tylko bieda, która jest niejednokrotnie wynikiem zaniedbań społecznych czy socjalnych, ale nie kataklizmem, jak w krajach 3-go świata. Bieda jest stanem niechcianym, ale nie katastroficznym. Na biedę istnieją -czasami dosyć proste- środki zaradcze. Ubóstwo -z kolei- może być świadomym wyborem życia skromnego czy nawet biednego, jako znak eschatologiczny rzeczywistości przyszłej. Wybierając ubóstwo z jego brakami, ale i z jego niepewnością jutra daję świadectwo ufności i zaufania Bogu. Niedostatek jest stanem przejściowym i na pewno nie jest ani nędzą, ani biedą, ani nawet ubóstwem. Jest stanem braku czegoś, co mógłbym, ale nie muszę mieć. Bardzo często jednak ludzie mylą te pojęcia i żyjąc w niedostatku są przekonani, że żyją w biedzie czy nędzy. Człowiek żyjący w niedostatku, ale ufający Bogu nie będzie z tego powodu robił tragedii. On wie, że jego braki nie są katastroficzne, że nie wszystko musi mieć, że umiejętność ograniczania się jest czymś pozytywnym, tak jak umiejętność ograniczania się w jedzeniu służy tylko zdrowiu. Ale człowiek, który tego nie rozumie, który zachorował na chorobę „posiadania”, pragnie jedynie posiadać. A kiedy nie umie zaspokoić swoich pragnień posiadania, wtedy jest nieszczęśliwy, zawiedziony, sfrustrowany i gotowy uznać, że jest naprawdę biedny, że jest godny pożałowania, że trzeba się nad nim litować.

 

Znam ludzi, którzy mając naprawdę niewiele są szczęśliwi i znam ludzi, którzy mając bardzo dużo są bardzo nieszczęśliwi, bo stale oczekują więcej, gnębi ich niedosyt, którego źródła nie umieją rozpoznać, więc rzucają się jeszcze bardziej zaciekle w wir zdobywania kolejnych materialnych łupów. I to jest chyba przyczyną ich stanu psychicznego i dołka, zniechęcenia, apatii i poczucia beznadziei. To jest powodem, że czują się zagubieni, bezradni, przytłoczeni bezsensem życia, bo rzeczywiście życie jedynie dla dóbr materialnych jest bezsensowne.

 

Najpierw trzeba więc zrewidować moje podejście do świata i zobaczyć, czy całe moje nieszczęście nie wypływa z tego, że za dużo chcę mieć ? Czy przypadkiem nie daję się zwariować nachalnym i kretyńskim reklamom i owczemu „pędowi posiadania”, kupowania, zarabiania po to tylko, aby wydawać, bezmyślnie, bez sensu, bez ładu i składu ? Czy nie jest tak, że jestem nieszczęśliwy nie dlatego, że nie mam czegoś, co jest mi dożycia nieodzowne, ale raczej jestem nieszczęśliwy, bo nie mogę bezmyślnie i bez zastanowienia wydawać pieniędzy na rzeczy drugoplanowe, na bzdury ? A wystawy w sklepach tak kuszą …

 

A może Pan Bóg pozwala nam czasami doświadczyć beznadziei, zagubienia, bezsensu, a nawet niepewności jutra, tylko po to, abyśmy zwrócili się ku Niemu i przypomnieli sobie, że ON JEST i że jest w naszym życiu daleko ważniejszy niż nasze codzienne małe kłopoty. Że ostatecznie to On jest Panem i Władcą całego Wszechświata i że bez Jego woli nawet wróbel nie spada na ziemię ? Czy nie jest i tak, że to właśnie nasze zachłanne i nieraz nieuświadomione pragnienia i zachcianki, które nie mogą być spełnione, wprowadzają nas w stan przygnębienia i apatii, zniechęcenia i marazmu, bo zapominamy, że dla Boga jesteśmy daleko ważniejsi niż wiele wróbli ? A może wystarczą tylko niewielkie zmiany w moim życiu, niewielkie retusze, odrobina dobrej woli, trochę więcej zdecydowania i samodyscypliny, aby życie okazało się bardziej znośne ? A może trzeba zmienić coś w sobie samym, w moim sposobie widzenia, odbierania i wartościowania świata, aby moje życie stało się prostsze, szczęśliwsze, łatwiejsze ? A może wystarczy tylko zrewidować i przeorganizować moją drabinę wartości i preferencji ? Może należy zwrócić się najpierw do Boga i dostrzec, że On naprawdę troszczy się o mnie ?

 

I tutaj przypominają mi się inne słowa św. Jakuba:

 

„Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz. Czyż nie wiecie, że przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem? Jeżeli więc ktoś zamierzałby być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga. ... Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was. Przystąpcie bliżej do Boga, to i On zbliży się do was. Oczyśćcie ręce, grzesznicy, uświęćcie serca, ludzie chwiejni! Uznajcie waszą nędzę, smućcie się i płaczcie. Śmiech wasz niech się obróci w smutek, a radość w przygnębienie. Uniżcie się przed Panem, a On was wywyższy.”

(Jk 4:1 ... 10)

 

Czy nie dzieje się bowiem i tak, że najczęściej przyczyną naszej nieumiejętności kosztowania daru życia jest nasza własna bieda wewnętrzna, że nie rozumiemy czego naprawdę Bóg od nas oczekuje? I to właśnie  wpędza nas w przygnębienie i beznadzieję ? Czy nie jest i tak, że Bogu nie ufamy, że nie ufamy jego słowom ? I stąd nasza bieda, nasza apatia i nasze przygnębienie ?

 

„Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.” (Mt 6:25-34)

 

Nie jest to oczywiście nawoływanie do całkowitej beztroski, do kwietyzmu i nieróbstwa, ale czasami rzeczywiście jest chyba tak, że my nie ufamy Bogu, że to nie sama bieda, czy raczej niedostatek nas przytłaczają, ale brak ufności i zaufania Bogu, a może nawet raczej nasza nieudolność, czy nieumiejętność zaufania i życia skromniejszego. A ileż razy jest tak, że marnotrawimy dane nam środki materialne, pieniądze i talenty na rzeczy drugoplanowe, niepotrzebne i zbędne ? Ileż razy jest tak, że nie umiemy –jak św. Paweł- ani obfitować, ani biedy znosić. (Flp 4:12)

 

Trzeba bowiem uczciwie przyznać, że wtedy kiedy obfitujemy,  nie umiemy żyć roztropnie i nic dziwnego, że odczuwamy dyskomfort  psychiczny, gdy nierozsądnie roztrwonimy rezerwy. A przecież wystarczyło tylko trochę wyobraźni, perspektywicznego myślenia, odrobinę oszczędności (bez skąpstwa), aby nie być – w sytuacji braku – nieszczęśliwym.

 

Oczywiście nie można generalizować i upraszczać. Ale niejednokrotnie bywa też i tak, że stajemy się niewolnikami panującej mody, reklam, panującego stylu myślenia i życia, panującej filozofii. Że nie umiemy się wyrwać z zaklętego kręgu np. „dołujących, negatywnych i przygnębiających informacji w TV”. Że nie umiemy sprzeciwić się reklamie sukcesu i naciskowi, terrorowi posiadania, kupowania i niestety wyrzucania, czyli konsumpcyjnemu stylowi życia. A bardzo często nie umiemy być szczęśliwi właśnie dlatego, że zapominamy iż więcej szczęścia jest w dawaniu, aniżeli w braniu, czy w posiadaniu.

 

Jak więc widać, bardzo wiele zależy od nas samych, od naszego nastawienia i od naszej struktury psychicznej. Warto przemyśleć swoje życie pod tym kątem, zobaczyć też – obecne tam na pewno – pozytywy i drobne codzienne szczęście. Nie wolno ustawicznie narzekać, nie wolno poddawać się presji beznadziei i utyskiwania na wszystko. Tak wielu ludzi dało się bowiem opanować przez małoduszność i zniechęcenie tylko dlatego, że zapomnieli o tym, iż w oczach Boga są daleko ważniejsi niż wszystkie wróble świata ! Znam ludzi żyjących w całkiem niezłych warunkach i mających prawie wszystko, czego mogliby potrzebować i stale narzekających i utyskujących. Oni po prostu nie umieją nie narzekać. Oni są szczęśliwi tylko wtedy, gdy mogą się użalać nad sobą. Oni się pławią z rozkoszą w samo-użalaniu i utyskiwaniu.

 

Kiedy czujesz się zagubiony i bezradny, kiedy nie umiesz sobie poradzić z życiem przypomnij sobie i te słowa:

 

Przyjdźcie do Mnie wszyscy,

którzy utrudzeni i obciążeni jesteście,

a Ja was pokrzepię.

 

Weźcie moje jarzmo na siebie

i uczcie się ode Mnie,

bo jestem cichy i pokorny sercem,

a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.

Albowiem jarzmo moje jest słodkie,

a moje brzemię lekkie.

 

(Mt 11:28-30)

 

Jakiż może być doskonalszy przykład życia ubogiego i oddanego Bogu, niż przykład życia naszego Mistrza Jezusa Chrystusa, Który „nie miała miejsca gdzie by głowę oprzeć ...”  (Mt 8:20)

 

Czy my, aby za bardzo nie ulegamy przygnębieniu i beznadziei ?

Ale też warto zapytać, czy zapomnieliśmy już o tak pięknych i szczytnych ideach międzyludzkiej SOLIDARNOŚCI ?

 

Oczywiście, rozważania powyższe nie wyczerpują całości tematu i nie rozwiązują wszelkich możliwych problemów i trudności. Są to raczej tylko myśli do refleksji, a nie recepty na życie. Nie ma tu na pewno recepty, na cokolwiek. Nie ma takich gotowych recept. Ponadto, na pewno należałoby szerzej rozwinąć problem faktycznych, społecznych i ekonomicznych przyczyn ubóstwa i biedy. A szczególnie zanalizować niesamowitą i nieludzką wprost pazerność przedsiębiorców. Prawa wolnego rynku określane liberalizmem okazują się tak nieludzkie i pozbawione wartości moralnych i etycznych, że można je przyrównać tylko do praw dżungli. To na pewno też jest w dużej mierze przyczyną zubożenia znacznej części społeczeństwa i pojawiających się odczuć marazmu, beznadziei, zniechęcenia i bezsilności.

 

Ks. Kazimierz Kubat SDS

maj – czerwiec 2004

 

Myśli ku refleksji :

::

bogactwo i bieda ...

 

Człowiek bogaty, to nie ten który ma wielkie pieniądze, ale ten który ma niewielkie wymagania.

Ten, który ma wielkie pieniądze, ale i wielkie wymagania, nigdy nie będzie zadowolony i stale będzie mu czegoś brakować.

 

Ten, który rozsądnie umie ograniczać swoje wymagania i zachcianki zawsze będzie szczęśliwy, bo wie, że jego bogactwo nie w pieniądzach i nie w dobrach materialnych ...

 

:: 

Pan nie zawsze daje nam to, o co Go prosimy,

ale zawsze daje nam to, co jest nam naprawdę potrzebne ....

 

::

cywilizacja bogatych ...

 

Cywilizacja w jakiej przyszło nam żyć, to brutalna cywilizacja śmierci, wzbogacająca wielkich, i tych którzy są już wystarczająco bogaci, kosztem tych, którzy nie mają nic do powiedzenia bo i tak są już ubodzy.

Czy można to uzdrowić ? Jak trafić do sumień bogatych i aroganckich, pewnych siebie i w siebie zapatrzonych ?

 

Jak przywrócić nadzieję ubogim i zagubionym, niezaradnym i chorym, samotnym i opuszczonym. Jak wstrząsnąć światem, skoro nawet sam Jezus Chrystus – Syn Boży nie potrafił (jak się wydaje) tego dokonać?

 

::

Pan nie zawsze daje nam to, o co Go prosimy,

ale zawsze daje nam to, co jest nam naprawdę potrzebne ....