Nasz Pan -Miłośnik Życia

 

Bóg jest podstawą oszałamiających doznań urody życia. Obdarowuje nas doświadczeniami odsłaniającymi wartość istnienia. Na tych doświadczeniach człowiek buduje wymiar projektujący. Projekty te zmierzają do otwierania się naszej egzystencji na niewyczerpaną pojemność dóbr absolutnych. Są dynamiczną tęsknotą za spełnianiem się bytu poprzez wpisywanie się za pomocą działania w ten niezniszczalny świat. Tor tej tęsknoty może być wykrzywiony przez źle pojętą wolność. Człowiek może wybrać to, co prowadzi do Krainy Życia i Świętości, ale i to, co urojone, co wiedzie do krainy absurdu.

 

Opierając się na niewzruszonym fundamencie Bożej rzeczywistości, człowiek wyrusza penetrować jej bogactwo z ufnością w jej stałość, z nadzieją na odnalezienie strumieni prawdy, dobra i piękna tak zniewalająco pożywnych, że nie sposób by przepłynęły chyłkiem , niezauważone przez duszę i nie wyżłobiły w niej trwałych śladów, zwyczaju karmienia się tymi wartościami. Osoba "nakarmiona" staje się skłonna do udzielania się innym. Skłonność ta jest naturalną konsekwencją pełni, która się przelewa. Przelewa się nie tylko w uniwersalną przychylność wobec wszystkiego co istnieje, ale w miłowanie tej manifestującej się różnorodności bytu. Pełnia ta czerpie wzór z Boskiego Nadmiaru, z Najpiękniejszej Przyczyny Wzorczej - z Bożej Miłości.

 

 Miłość jest syntezą człowieczeństwa. Mieszczą się w niej wszystkie wartości, które umożliwiają człowiekowi trafne odpowiadanie na wymogi, którym musi sprostać, by wędrować ku czystości najdoskonalszego Wzorca - Chrystusa. "Zdzieram miejsca i czasu kolory, ku czystemu idę człowieczeństwu" (A. Lange). W człowieku "przyobleczonym" w miłość rodzi się odpowiedzialność, która przynagla go do szukania sposobów zapobiegających degradacji osoby, do powinności czynu względem drugiego człowieka i całego kosmosu. Miłość jest istnieniem opartym na relacji podobieństwa do Boga. Takie istnienie czuje wewnętrzną determinację, by urzeczywistniać Boże propozycje, by z różnych perspektyw odzwierciedlać ład w świecie i kształtować miłe Bogu duchowe środowisko. Miłość odwraca się od wszelkich atrofii, od działania i wytwarzania tego, co nie wznosi życia do arystokratycznie Bożego poziomu. Wreszcie to najsilniejszy dynamizm istnienia "właściwego", ozdobionego w wielkość i we wzniosłość. "Ludzkie istnienie, gdy brak mu nadziei na wielkość marnieje, zamiera samo życie" (L. Boros). Nadziei na wielkość sam sobie człowiek ofiarować nie może. Otrzymuje ją od Boga. Nadzieja ta jest olbrzymim impulsem do rozwoju kulturalnego człowieka. Największe dzieła ludzkiego ducha były i są inspirowane dynamizmem miłości. Miłość czyni z kultury wielki warsztat osobowego rozkwitu, budowania człowieczeństwa. Nieobecność duchowości i miłości w procesie twórczym powoduje, że staje się on rejestracją narastających uszczerbków człowieka i zuchwałych wypadów poza granice człowieczeństwa.

 

Gdy więc Don Cupitt (anglikański filozof i duchowny) zarzuca religii chrześcijańskiej, że się zużyła, gdyż nie inspiruje już człowieka do rozmachu w twórczości, trzeba by zapytać, czy wina leży po stronie religii. To nie prawdy objawione stały się jałowe, lecz ludzka wiara zwietrzała, ostygło gorliwe poznawanie Boga przez miłość. "Chętnie bym do ciebie mówił i rzeczy zakryte objawiał, gdybyś pilnie oczekiwał mojego przyjścia i otwierał mi drzwi swego serca i gdybyś wołał – ‘wyślij światło swe i prawdę, żeby zajaśniały nade mną, ponieważ jestem ziemią pustą i niepłodną, dopóki Ty mnie nie oświecisz’ (Tomasz a Kempis, O naśladowaniu Chrystusa).

 

Za zamkniętymi drzwiami serca mieszka niewolnik wyobraźni, któremu wydaje się, że Bóg objawiony w Jezusie Chrystusie jest zbyt skromny dla zaawansowanej w czasie i w przestrzeni ludzkości XXI wieku, że nie nasyci łakomej wciąż nowych i nowych "wstrząsów" poznawczo-emocjonalnych natury ludzkiej, której zaczęło się wydawać, że znacznie przerosła oferty Bożej łaski. Tym, którzy sądzą, że sublimacja ducha i estetyka religijna domaga się "lepszego" boga, Don Cupitt proponuje boga poetyckiej konstrukcji. Taki bóg jest bardzo wygodny. Ewoluuje wraz z możliwościami wewnętrznymi człowieka, elastycznie dopasowuje się do jego aktualnej kondycji duchowej. Don Cupitt jest przekonany, że nadprzyrodzony świat to tylko wytwór kultury. Skoro więc nie możemy liczyć na wsparcie swej duchowości przez rzeczywisty Najwyższy Byt, musimy radzić sobie sami. Tej specyficznej religii ma towarzyszyć słoneczna etyka -człowiek na wzór słońca wypala się w autoekspresji, na wzór wymierających gwiazd ubożeje w życie z dnia na dzień. Spełnieniem tej egzystencji (a raczej wegetacji?) jest zanik, rozproszenie. Oto do jakich degeneracji może dojść swobodna wyobraźnia nazywana wzniośle ludzką wolnością.

 

Ale na szczęście nasz Pan to Miłośnik Życia. Przyszedł objawić nam Życie i wszczepić tęsknotę za Życiem. Zostawił Eucharystię, która . . . "wyraża esencję tego, co w życiu najważniejsze . . . Eucharystia jest regularnie dawanym świadectwem afirmującego życie charakteru wiary chrześcijańskiej" (A. Peacocke, Teologia i nauki przyrodnicze). Jest w niej dotyk Bożej Miłości, która chroni nas przed umieraniem i uczy, że podstawową zasadą tego świata powinno być udzielanie się miłości.

 

W miejsce efektownie brzmiącej etyki słonecznej, chrześcijanin stosuje etykę nie mniej słoneczną, ale jednocześnie skutecznie prowadzącą do Źródła Życia, do koncentracji w Bogu wszystkiego, co godne trwania.

 

 "Gdy dotrę do rąk Twoich, dobrnę do nich w końcu,

 chcę być tylko śniegiem zakochanym w słońcu".

 

 M. Skwarnicki

 

 . . . Bo życie nasze zmienia się, ale się nie kończy. Dlatego człowiek wierzący woli zamieszkać w prawdziwej nieskończoności "zapadłym powiecie" niż w metropolii duchowego hazardu, gdzie rozwielmożniła się narcystyczna wizja szczęścia, gdzie pycha ludzka wyobraża sobie, że poprzez duchowe samozatrudnienie, skupienie osobowych mocy uzyska samorodek metafizyczny, że otworzy sobie jakieś Wieczne Dalej . . . Wie, że poza Bogiem nie ma żadnego „dalej”, jest tylko anty-droga. Nie można więc traktować człowieczeństwa na wzór Boży jako uciążliwego przywileju, którego lepiej zrzec się w imię swobody w wyborze celów i środków doń prowadzących. Chrześcijanin pojmuje (mam nadzieję), że Bóg jest celem ostatecznym.

 

 . . . Więc codziennie brniemy do Ciebie Panie, byś spalał w ogniu Swojej Miłości balast tego, co przygodne, co nie zasługuje na czyste bytowanie. Garniemy się do Ciebie i nazywamy to miłością. Obiecujemy totalność - wszystko chcę Ci dać Panie . . . , ale po drodze rozdajemy miłość naszym braciom, bo rozpoznajemy w nich Ciebie, Twoje Piękno i Twój urok. Sam nas nauczyłeś, by się hojnie rozdawać, gdy Swe Boskie Serce, włócznią na Krzyżu przebite, oddałeś do powszechnego użytku. Ale Ty przecież Panie wiesz, że

 

 Ci, co miłują, też Ci znoszą czyny ,

 choć to poeci króciutkiej godziny.

 Oni tę miłość przyniosą Ci w darze,

 co ślepo sobie dawali, jak we śnie.

 Tak wszelki nadmiar znów spłynie do Ciebie.

 

 R. M. Rilke

 

Jolanta Lesiuk

silence78@wp. pl