Danuta Julia - Poezje VIII

 

wypłyń
 
ani wichrów szalonych
ni złowieszczych huraganów
nie potrzeba
w bezdechu drżysz
jak osika
na skraju sumienia
gdy uczciwość powrotu
na falę jawności się domaga
po co ci lęku
głębokiego  trwoga
czasu raz nam danego nie utrać
zrzuć płaszcz błyszczenia
płyń łzą po swoim narcyzmie
i wypłyń na głębię

 

Takie jest życie

Porannej rosy
kryształ
gdzieś nam zniknął w dąbrowie
takie jest życie
nawoływanie co się z echem poniosło
takie jest życie
i ten kwiat co tak rano rozkwitał
już  o zmroku przekwitał
takie jest życie
jesiennych liści kobierzec
z wiatrem powiało
takie jest życie
i ślad łzy co tajemnicy dotknęła
tak przemijające jest życie

 

Wezwany

Czemu mnie tak niepokoisz
z dźwiękiem dzwonów
wciąż pytasz
gdzie jestem
jak budzik o czwartej nad ranem
wzywasz
jak ja nam uznać
swoją niemożliwość
ja
człowiek XXI wieku
tacy wielcy wiedzą jesteśmy
księżyc pod stopą mamy
jak mogę utożsamić się z popiołem
to nie czas guseł i przesądów
z czego chcesz mnie uzdrawiać

daj wolną odpowiedź
do przyjęcia zbawienia
jesteś wezwany
 

 

Pomyśl 

 

ile możesz dać
bez przymusu i strat
tylko spróbuj w sobie
miłości odnaleźć ślad

 

 

Baran

Gdyby starczyło woli
przebić się przez
swoje uwikłanie
jak cień do stóp
paść na kolana
odnaleźć spokój
jak pies obok pana
co z radości
znalezionej
w pokorze
ogonem macha
jak dziecko zaufać do końca
baranie
co się  tak rogami nastawiasz 
jak ci daleko jeszcze
do baranków
ufnie płynących po niebie

 

Danuta Julia

wildana@wp.pl