Jolanta - Poezje III

Kapłan to Alter Christus,

 

więc jest to do Ciebie kapłanie . . .

W Wielkim Poście

przed Najświętszym Sakramentem. . .

Historię swoją wyznaję Ci Panie . . .

Czytam w Tryptyku Rzymskim Jana Pawła II

- Omnia nuda et aperta sunt ante oculis Eius i

Czyż nie chcą dla siebie być prawdziwi i przejrzyści –

jak są dla Niego?

 

Oszukać . . .

Dlaczego świat chciał mnie oszukać?

Zasłonić przede mną prawdziwego i przeźroczystego,

promieniującego wewnętrzną wspaniałością?

Dlaczego świat nienawidzi prawdziwych i przejrzystych?

 

Duchowe dorastanie

 

Dorastałam duchowo i dobiegał mych uszu niefrasobliwy szept

- "każdy ma coś wstrętnego do ukrycia".

Nie zwracałam na to uwagi, ale szept potężniał,

przeobrażał się w złowieszczy, demoniczny chichot

- "każdy ma coś wstrętnego do ukrycia, każdy ma..."

Zdawał się zapewniać, że nie ma przejrzystych i prawdziwych,

każdy ma wewnętrzne lochy,

w których przechowuje zniewolenia i nieprawości.

Płakałam. Nocami płakałam.

 

Nie miałam odwagi przyznać się,

że nie wiem, o co chodzi,

że nie rozumiem mowy świata.

Ale świat natarczywie i niecierpliwie

domagał się świadectwa,

żeby wystawić mi swój dowód tożsamości,

pasować na "swojego" człowieka.

 

 

Bunt

Skąd wzięłam odwagę do buntu?

Czy to aby na pewno była moja odwaga?

Kto zamykał bramy wewnętrzne

przed najazdem "inżynierów zepsucia",

kto odpędzał sprzedawców demonicznej pychy samozbawienia,

czy wreszcie subtelniejsze ataki wimagonowanej kasty biznesmenów ducha,

którzy zapewniali, że geniuszem modlitewnej przedsiębiorczości i przemyślności można oczarować Pana i "załatwić" sobie czy innym dowolną łaskę?

Czyż to nie Ty, Oceanie Miłosierdzia ukrywałeś mnie -najsłabszą ze słabych- w bezpiecznych przestrzeniach łaski?

Wyrok wydano -wykluczyć, stanowczo wykluczyć.

Czytam- Vigilavi et factus sum sicut passer solitarius in tecto.

Panie, opuszczony do ostatniego włókna istnienia.

Samotność, trzeba przejść oczyszczające osamotnienie przed Wielkim Spotkaniem.

 

Wiaro moja

 

Wyssałam Cię z mlekiem matki

- Wiaro moja . . . Miłości moja . . .

A jednak,

a jednak zachowywałam się tak,

jakbym nie mogła Cię przyjąć "na wiarę",

jakbym nie mogła Cię kochać,

nie upewniwszy się przedtem,

że nie ma na ziemi

i aż po krańce obłoków niczego,

co mogłoby zachwiać moją wiarę,

podważyć miłość, przyćmić Cię.

 

Zapamiętale przetrząsałam grzęzawiska rzeczywistości,

buszowałam w kosmicznych zakamarkach

swoim wścibskim i wszędobylskim umysłem.

"Flirtowałam" z bożkiem wiedzy i nauki.

Znał moje upodobania do wzniosłości,

wiedział, że może mnie przy sobie zatrzymać tylko wtedy,

gdy będzie podsuwał mi wytwory arystokratycznego ducha

- najdorodniejsze owoce poznania.

Z niejednego "pieca poznania" pozwalał mi kosztować chleb . . . .

Amor erga rem aeternam, philosophia perennis . . .

lecz każdy chleb miał nie ten smak.

To nie był mój chleb.

Gdzie rosły moje łany,

gdzie dojrzewał mój chleb?

 

Nasyciło się oko patrzeniem.

Napełniło się ucho słuchaniem.

Serce zarządziło koniec podróży.

 

 

Lucyna Westwalewiczówna

 

"Nie lękam się Twej łaski palących promieni.

Nie boję się Twych skwarów, suszy i upału

Serce ku nim podnoszę, niby palma śmiała:

Wiem, rozkwitnę w nich bardziej niż w oazy cieniu. . .

I choć z żaru omdlewam i nie mam już siły

Wierzę, Ogniu trawiący, w Twoją mocną Miłość!!!!!!!

Jednej ja tylko rzeczy boję się i lękam:

Boję się tylko s i e b i e i mojej zmienności.

Boję się, bym nie zdradził Zazdrosnej Miłości

Twojej miłości twardej -dla miększej- człowieka.

Pierwszy Widzący, jak nazwał Cię Ojciec Święty, proszę Cię

Ty, który przenikasz nas do szpiku kości

spraw, abyśmy zawsze chcieli być prawdziwi i przejrzyści dla siebie,

jak nadzy jesteśmy przed Twoim Nieskalanym Obliczem.

 

 

* * *

 

. . . istnieje inny świat,

a w nim czystość, czystość, czystość, prawda i przejrzystość.

Bóg jest moim Mistrzem.

On jest Panem Życia, nie zaś przymierania.

Nie hamuje On istnienia,

piękno w nim się odsłania. </i>

 

…  … ... ...

 

Ta jedna licha krzewina,

nie trzeba dębów tysięcy,

z szeptem się ku mnie przegina-

jest Bóg! - czegóż ci więcej.

 

Odcienie zachwytu

 

Otulone ciszą smukłe sylwetki drzew.

Nie kołysze ich już żaden uwodzicielski wiew.

Śpi, znużona harcowaniem wiatru i najazdem ptaków, przydomowych l`alberi rodzina.

Suwerenna obecność milczenia i zmroku panowanie nad czasem dyskretnie zaczyna.

"A na niebie płoną konstelacje piękne jak myśl Boga ".

Panie, Ty masz w myśleniu i zachwyt i miłość.

Nie zatrzymujesz ich dla siebie.

Oczarowanie pozwalasz przesyłać innym -- przez Ciebie, dla Ciebie przez innych ...

Więc witaj Bliźni w nocnym Niebie - benarrivato in cielo!

Dla Ciebie to Pan odsłania swe nadzwyczajne dzieło.

Kosmiczne celebracje, przejmujące gwiazd miriady obsypane srebrnym pyłem

bliskie są i znajome, bo Bóg za nimi w tyle.

Budzą ufność, gorące rozrzewnienie.

Ukrywa się Pan za księżycem, za Wielką Niedźwiedzicą,

a Ty -- Miłujący garniesz się w górę per amor di Dio.

Czułość i tkliwość -- amorevolezza gwałtownie Cię wypełnia,

dostojne pojmowanie, że chłoniesz Dzieło Pańskie, Pełnią Bożą opieczętowane.

Panie,

przewyższający każdą nazwę, którą Cię określamy -- to jest piękne, cio`e bello.

 

Gwiazdy opowiadają o sobie -- siamo felice quando siamo insieme

-- jesteśmy szczęśliwe, kiedy jesteśmy razem.

Od nich człowiek uczy się Boga i drugiego człowieka,

pragnieniem Komunii doszczętnie wypalany.

 

Nim świt nadejdzie i porozsyłasz niebieskie ciała w kosmiczne zakamarki,

nim minie srebrzyste zadumanie,

przyjmij Aktywna Władzo nad światem nocne człowieka najserdeczniejsze oddanie ...

Który na Mlecznej drodze cyprysy świątyń Ci wystawia.

 

Światło Twoje przenika do ziemi.

A ziemia blask przygarnia.

Oto promień wyszedł z gwiazdy, garścią znaczeń nieskończonych sypnął rozrzutnie.

 

Człowieku -- stajesz się ogniem, zstąpiło Niebo w twoją ciasną stworzoność.

Jaka ulga!

Na chwilę opuściło Cię piętno daremności,

zawiesiłeś wzrok w bujne obłoki i zadrżałeś od prawdy przejmującej pasji.

 

Rozdźwięczała się tęsknota,

żałośnie rozkrzyczała,

niecierpliwie czas wypycha i błaga -- niech się stanie, niech się już tak stanie !

 

Jesteś zmysłem wieczności, z myśli o Panu utkanym.

W każdej szczelinie bytu nieskończoności widzisz źrenice.

Omijasz mur konieczności nadziei wielkimi skrzydłami.

Nie czyha na Ciebie umiar,

zwyczajność Ci nie doskwiera,

bo nie osiadłeś na mieliźnie czasu,

bo w wieczność wciąż się wybierasz.

Dojrzewasz do niezmienności.

Pragniesz życiem Żywym się rozkrzewić i rozszaleć huraganem Bożym.

I chcesz słońcem palić Przedwiecznego i chcesz życiem żyć Zmartwychwstałego.

 

Już jesteś pewien, że chcesz tego, tylko tego ...

Ale noc s`andava allontanando -- oddaliła się powoli.

A o świcie -- sul far del giorno -- znów się ćwiczysz w niestałych sprawach,

z domieszką ziemskiej przygodności.

 

Łapie Cię w kleszcze ruchliwy świat.

Kawałek gruntu pod nogami znów Ci obiecuje wonny raj.

Znów rozdmuchujesz horyzontalne istnienie,

pozwalasz poniewierać się przez czas.

 

Oto wtoczył Pan wszechmocną dłonią do Twego domu słońca blask.

I już Ci się zdaje, że sam bezbrzeżność w sobie masz, że tu Twa ostateczność, Twój świat.

 

Tous le oiseaux du monde

viennent y faire leurs nids,

la caille, la tourterelle

et la jolie perdrix

 

I łowisz radość w porannej rosie,

pławisz się w kwiatów powodzi.

Cicha poezja świata sama do Ciebie przychodzi.

Złakniona Twojego podziwu,

stwarzającego spojrzenia,

zalotnie Cię uwodzi -- zobacz, żem piękna, nie gardź mną, choć tylkom ziemia.

 

I już nadchodzi południa rozżagwiony czas.

Powietrze złote "mży rozpylonym słońca nalotem ".

Narasta utrudzenie.

I znów w kontakcie z Niebem chcesz odzyskiwać siły,

znów ci za mały świat.

Tylko z Royaume Eternel potrafisz być naprawdę za pan- brat.

 

Da mezzo in cielo -- ze środka nieba Dante poucza, czego Ci dzisiaj potrzeba;

 

Considerate la vostra semenza - Zważcie plemienia waszego przymioty:

fatti non foste a viver come bruti - Nie przeznaczono wam żyć jak zwierzęta,

ma per seguir virtute e conoscenza - lecz poszukiwać i wiedzy i cnoty.

 

I opuszczasz niemrawy, horyzontalny świat,

sięgasz poważniejszych regionów bytu.

Czekasz, jak ustanie ostatni un alito di vento -- lekki powiew wiatru,

by serce wtulić w rzeczy ostateczne.

 

Pod wieczór -- sul far della sera -- Pan Skarbiec Błękitny otwiera ...

Więc jeśli chcesz -- znów witaj w Niebie.

 

 

Przed Najświętszym Sakramentem

 

Wpłynąłeś w ciszę nabrzmiałą od znaczeń

Wiosłujesz w rytmie błagań Ducha

Spektrum tęsknoty ma rysy wszechmocy

Rozsadza zmysłów zmurszałe naczynia

 

Dotknął cię płomień, który nie trawi-

I Światła wybiła godzina

Nie protestują zgliszcza myśli

Straż wyobraźni cię przepuściła -

W Przyjazną Duchową Dal

 

Ufność spłoszyła onieśmielenie

Rozbiła w skorupie uwięzione słowa

W "nad" - należące

Do Ojca i Syna i Ducha

W Bezbrzeżności Kondensację

W Boskie Udzielanie

Zostałeś wezwany i nie pytaj -

Dlaczego ja ? - Panie!

 

***********

 

 

Tak Ci do twarzy w nieprzemijaniu

Przepięknie Ci w zachwycie

Tak lekko Ci w nieposiadaniu

Wygodnie w niezmierzoności

 

Tak sprawnie odpowiadasz na stwórcze wezwanie

Już jesteś soma pneumatikon

 

Takiś samotny w bezkresie i w głębiach

Takiś wsłuchany w logikę Pana

 

Rozszumiała się wielkość nad twoją zadumą

Strzała absolutnej refleksji

W Jasności utknęła

I dla ducha energii

I dla ducha wolności

Ponad wszelką miarę

W rozpędzie zagarnęła

Jolanta Lesiuk

silence78@wp.pl