Zdemontowane oko Opatrzności

 

4 lipca, przed wyjazdem na wakacje, przeczytałam na tej stronie pytanie: "A ty, co sądzisz na temat możliwości synkretycznego traktowania chrześcijaństwa na równi z innymi religiami?"

 

Pytanie to "jeździło " ze mną wszędzie. Nie dawało spokoju. Spoglądałam wyczekująco nie tylko do swojego wnętrza, do duchowych pokładów gotowych do żarliwej obrony wiary katolickiej, ale i na lasy, łąki i pola, miasta i wsie. Zastanawiałam się czym emanują, w jaki sposób świadczą o Bogu objawionym w Jezusie Chrystusie.

 

Truizmem jest już stwierdzenie, że rewolucja elektroniczna i cywilizacyjne udogodnienia spotęgowały w człowieku świadomość wielokulturowości oraz różnorodności wierzeń i religii na naszej planecie. Zewsząd słyszy się nawoływanie do otwarcia się na świat, na drugiego człowieka, do wzajemnego obdarowywania się bogactwem duchowym. Nawoływanie to poczyniło ogromne spustoszenia w opacznie pojmujących je sercach.

 

W harmonijnie rozwijającym się człowieku dokonuje się proces krystalizacji duchowego "ja" nastawionego na prawdę. Prawidłowa postawa ducha to zapamiętałe poszukiwanie prawdy. Wykrystalizowane wierzące centrum jest absolutnie otwarte na przyjęcie prawdy i wszystkich konsekwencji wynikających z podążania za nią. "Sławić będą Pana ci, którzy Go szukają. Szukając bowiem, znajdą Go, a znajdując - będą Go sławić" ( św. Augustyn. Wyznania ). Kto odnalazł Boga, czuje się szczęśliwy, nasycony, jest pełen Jego Ducha. DO TEJ PEŁNI NIC JUŻ NIE MOŻNA DODAĆ.

 

Taka pełnia może i chce się tylko udzielać, chce być "głupia dla Chrystusa ". Wzbudzone "kwasem Bożym" życie klęka przed Najwyższą Prawdą z wdzięcznością i z sercem radosnym woła - "zobaczcie, jak wielką miłość Ojciec ofiarował nam". Nawet jeśli człowieka nie stać na wspieranie swojej wiary rozumem, czuje, że " Miłość mu wszystko wyjaśniła" .

 

Jeśli człowiek pozwolił w bezgranicznym otwarciu obdarować się pełnią wcielonej miłości Bożej, jest przeświadczony, że musi przekazywać ją dalej. Staje się otwarty na drugiego człowieka i na świat - ale z pozycji NASYCONEGO.

 

"Katolickość nie polega na odgraniczaniu się, odcinaniu, lecz szeroko pojętym integrowaniu, jeśli tylko to, co inne, okazuje się możliwe do zintegrowania przez miłość" (H. U. von Balthasar). Chyba tak powinno być rozumiane przez katolików wychodzenie naprzeciw światu. Powinno to być pragnienie "Uchrystusowienia " świata, przekazywania mu Bożego Objawienia.

 

"Ut sementem faceris, ita metes"- jak zasiejesz, tak będziesz zbierał. Gdy jednak pustka duchowa otwiera się na inność, rozpraszają się resztki skupionego namysłu nad swoim duchowym i religijnym dziedzictwem. Otwarcie zamienia się w zaparcie się swojej wiary.

 

Ks. M. Jędraszewski pisze o 3 etapach dochodzenia do wiary:

- znalezienie (wiara odziedziczona)

- szukanie

- sławienie.

Ten proces rozwijałby się prawidłowo, gdyby był wspierany solidarnie przez otoczenie, przez wszystkie docierające do człowieka duchowe propozycje. Już w 1671 r. Leibniz pisał, że "złe i energiczne umysły będą pracowały nad zburzeniem wiary". W XXI wieku takich umysłów lawinowo przybywa. Szerzy się maniera relatywizmu i powątpiewania. Wręcz wstydliwą rzeczą jest mieć pewność w sprawach wiary. Cały niezwykle wątły potencjał duchowy sytuuje się poza Objawieniem. Jakby nasz Bóg nie przychodził w sposób jawny, jakby jasność Jego ewangelistów nie rozświeciła całego świata. Jest coraz więcej "złych i energicznych umysłów" zainteresowanych, by wpędzać chrześcijan w kompleksy, by wyrywać z dusz pewność, że Chrystus jest Jedynym Pośrednikiem miedzy Bogiem i ludźmi, że w pełnię Boga włączamy się za pośrednictwem posługi Kościoła. Klimat epoki najbardziej sprzyja poszukiwaniu osobistego komfortu psychicznego, zagłuszaniu głosu sumienia niż sublimowaniu go. Człowiekowi chodzi bardziej o jakieś rozwibrowanie emocjonalne czy mentalne zamarcie niż kontakt z wymagającym Bogiem , obiecującym dobra zbyt odległe myślom pełzającym uparcie po ziemi.

 

Już św. Paweł pisze zresztą w liście do Tymoteusza: „Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli.”  (2 Tm 4:3)

 

Człowiek pozbawiony wyobraźni eschatologicznej nie rozumie jakby powagi istnienia, nie rozpoznaje siebie jako istoty religijnej zdolnej do obcowania z Bogiem. Zapomina, że "to nie człowiek czyni Boga, ale Bóg czyni człowieka". Bawi się życiem jak sztuką teatralną. Myśli, że wystarczy zdemontować oko Opatrzności, by bezkarnie żyć według prywatnych reguł. Czasy bilboard'ów zachęcają go do zmiany dekoracji - zachęcają, by na miejsce czujnego Wiecznego Opiekuna, zbyt uważnie spoglądającego na ziemię, zafundować sobie przychylne oko samo-podziwu i samo-opieki, albo Big-Broher’a. Sumienie zaślepione przez nawyk do grzechu nie ma żadnych skrupułów przed absorbowaniem różnych wierzeń i mitów itd., przed zaśmiecaniem wnętrza pseudo-duchowym materiałem zupełnie nieprzydatnym na drodze zbawienia.

 

* * * * * * * * *

 

K. Dorosz - naczelny redaktor miesięcznika wydawanego przez Kościół ewangelicko-reformowany pisze :

 

"Dzisiejszy świat już nas nauczył, i uczy coraz bardziej, że do Boga prowadzi wiele dróg i stykając się bezpośrednio z religijnością i duchowością wielu innowierców, coraz trudniej uwierzyć, że mają oni odcięty dostęp do Boga. Chrześcijaństwo zaś ze swej strony nigdy przekonywująco nie wyjaśniło, dlaczego miłosierny Bóg miałby uprzywilejowywać tylko chrześcijan, innym zostawiając okruchy z pańskiego stołu" (GW, 16- 17 sierpnia, „Jedyny Pośrednik i różnorodność Europy”).

 

Myślę, że wobec takiego kryzysu wiary (i to ze strony chrześcijanina ) najlepiej będzie "podeprzeć się " autorytetem Kościoła.

 

1. W Deklaracji o wolności religijnej - Dignitatis humanae czytamy : "wszyscy ludzie zobowiązani są do szukania prawdy, zwłaszcza w sprawach dotyczących Boga i Jego Kościoła, aby poznawszy ją, przyjąć i zachowywać" (n.1 ).

 

2. "Każdy człowiek, który szuka zbawienia, NIE TYLKO CHRZEŚCIJANIN, musi zatrzymać się wobec Krzyża Chrystusowego. Bóg wszystkich ogarnia życiem, które w tym krzyżu i zmartwychwstaniu się objawiło i które wciąż na nowo bierze z niego początek. Tajemnica Paschalna jest zaszczepiona na dziejach ludzkości, na dziejach każdego człowieka, jako ów <szczep winny> z Janowej przypowieści (por. J, 15, 1-8 ). Soteriologia chrześcijańska jest soteriologią pełni życia. Jest to nie tylko soteriologia prawdy odkrytej w Objawieniu, jest to równocześnie soteriologia miłości. W pewnym sensie jest to przede wszystkim soteriologia Bożej Miłości. Miłość bowiem ma nade wszystko moc zbawczą. Moc zbawcza miłości według słów św. Pawła z Listu do Koryntian jest większa, aniżeli moc zbawcza czystego poznania prawdy: <Tak więc trwają wiara, nadzieja i miłość- te trzy: z nich zaś największa jest miłość> (1Kor 13, 13 ). Zbawienie przez miłość jest równocześnie uczestniczeniem w pełni prawdy, a także piękna. To wszystko jest w Bogu. Te wszystkie <skarby życia i świętości> Bóg otwarł przed człowiekiem w Jezusie Chrystusie" (Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei, s. 71).

 

3. "Prawda bowiem nie przyjmuje żadnych granic. Jest dla wszystkich i dla każdego. A gdy prawdę czyni się w miłości, wówczas jeszcze bardziej staje się ona uniwersalistyczna" (Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei, s. 126 )

 

4. Z dokumentu Nostra aetate, "W hinduizmie ludzie badają i wyrażają boską tajemnicę przez niezmierną obfitość mitów i wnikliwe koncepcje filozoficzne, a wyzwolenia z udręk szukają albo w różnych formach życia ascetycznego, albo w głębokiej medytacji, albo w uciekaniu się do Boga z miłością i ufnością.

 

Buddyzm, w różnych swych formach, uznaje całkowitą niewystarczalność tego zmiennego świata i naucza sposobów, którymi ludzie w duchu pobożności i ufności mogliby albo osiągnąć stan doskonałego wyzwolenia, albo dojść, czy to o własnych siłach, czy z wyższą pomocą, do najwyższego oświecenia "

 

5. "Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte. Ze szczerym szacunkiem odnosi się do owych sposobów działania i życia, do owych nakazów i doktryn, które chociaż w wielu przypadkach różnią się od zasad przez niego wyznawanych i głoszonych, nierzadko jednak odbijają promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi. GŁOSI ZAŚ I OBOWIĄZANY JEST GŁOSIĆ BEZ PRZERWY CHRYSTUSA, KTÓRY JEST <DROGĄ, PRAWDĄ I ŻYCIEM> (J 14,6), W KTÓRYM LUDZIE ZNAJDĄ PEŁNIĘ ŻYCIA RELIGIJNEGO I W KTÓRYM BÓG WSZYSTKO Z SOBĄ POJEDNAŁ" (Nostra aetate, 2)

 

6. "Słowa Soboru ( Watykańskiego II) odwołują się do od dawna zakorzenionego w Tradycji przeświadczenia o tak zwanych <semina verbi> (nasiona słowa ). Te semina są obecne we wszystkich religiach. Kościół uznaje ich obecność i w imię tego szuka dla siebie poniekąd wspólnej drogi z tymi wszystkimi wielkimi tradycjami Dalekiego Wschodu, na tle potrzeb współczesnego świata ... Kościół kieruje się wiarą, że Bóg Stwórca chce zbawić wszystkich w Jezusie Chrystusie, jedynym Pośredniku między Bogiem a ludźmi, ponieważ On wszystkich odkupił. Tajemnica Paschalna jest tak samo otwarta dla wszystkich ludzi i w niej dla wszystkich otwarta jest także droga do wiecznego zbawienia." (Jan Paweł II. Przekroczyć próg nadziei, s.75)

 

7. "Dla każdego, kto ZNAJĄC STARY I NOWY TESTAMENT, czyta z kolei Koran, staje się rzeczą jasną, że dokonał się w nim jakiś proces redukcji Bożego Objawienia. Nie można dostrzec odejścia od tego, co Bóg sam o sobie powiedział, naprzód w Starym Testamencie przez proroków, a ostatecznie w Nowym Testamencie przez swojego Syna. Całe bogactwo samoobjawienia się Boga, które stanowi dziedzictwo Starego i Nowego Przymierza, zostało w jakiś sposób w islamie odsunięte na bok. Bóg Koranu, obdarzany zostaje najpiękniejszymi imionami, jakie zna ludzki język, ale ostatecznie jest to Bóg poza-światowy, Bóg, który pozostaje tylko Majestatem, a nie jest nigdy Emmanuelem - Bogiem z nami. Islam nie jest religią odkupienia. Nie ma w nim miejsca dla krzyża i zmartwychwstania, chociaż wspomniany jest Jezus, ale jedynie jako prorok przygotowujący na przyjście ostatecznego proroka Mahometa. Wspomniana jest Maryja, Jego dziewicza Matka. Ale tylko tyle. Nie ma całego dramatu odkupienia. Dlatego nie tylko teologia, ale także i antropologia islamu tak bardzo różni się od antropologii chrześcijańskiej" (Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei, s. 82)

 

8. "Kościół zaś wierzy, że Chrystus, który za wszystkich umarł i zmartwychwstał, może człowiekowi przez Ducha swego udzielić światła i sił, aby był zdolny odpowiedzieć najwyższego swemu powołaniu ,oraz że nie dano ludziom innego pod niebem imienia, w którym by mieli być zbawieni. Podobnie też wierzy, że klucz, ośrodek i cel całej ludzkiej historii znajduje się w jego Panu i Nauczycielu " (z Konstytucji Soboru Watykańskiego II- Gaudium et spes, s. 10)

 

 

Jolanta Lesiuk

silence78@wp.pl