Wstrząsająca wiara Abrahama

Dręczy mnie "Wstrząsająca wiara Abrahama" i Księdza pytanie- ". . . czy ja mogę odmówić coś Bogu?" Czyż można spokojnie spać, nie udzieliwszy sobie odpowiedzi na podstawowe pytanie egzystencjalne (a raz na zawsze nie da się odpowiedzieć). Kto dziś nie śpi z tego powodu? Otóż można spokojnie spać, jeśli wyłączy się duchowy aparat, który ma wyłączne prawa do odbioru takich "drażliwych " pytań. I wydaje się, że dzisiaj człowiek zbyt często unieruchamia to narzędzie kontaktu z przestrzenią wartości absolutnych. "Rozum, jeśli pozamyka swoje wyjścia w sferę, która go przekracza, może nawet stać się niezdolny do samego postawienia pytań egzystencjalnie najważniejszych." (J. Salij OP). Dlatego człowiek zasypuje się pytaniami nieistotnymi. Panuje duchowa gruboskórność, kult bezkonfliktowości - jeśli pytanie jest niewygodne, bezkolizyjnie wypiera się go ze świadomości bez naruszenia egzystencjalnego komfortu.

 Świat uczy człowieka, że jest panem w nieogarnionej krainie materii, że czeka go łatwiejsze szczęście. Jeśli mimo wszystko zaplącze się gdzieś metafizyczne pytanie, zaraz karci człowieka duch czasu, że pora się oddać pod opiekę np. witamin. W takim środowisku pomysł codziennej wspinaczki na górę Moria, z gotowością całkowitego zawierzenia Bogu jest rzeczywiście absurdem. Raczej oczekuje się, że Bóg zjawi się u stóp góry i przyjmie od człowieka listę zamówień i zleceń, no i ekspresowo je zrealizuje. Bóg staje się jeszcze jednym obsługującym, kimś z naziemnej stacji obsługi.

Często słyszy się w kościele, czy spotyka gadżety z napisem "Jezus cię kocha" Obawiam się, że opacznie odbierane jest to zapewnienie. Łechce i tak już egoistyczne, próżne wnętrze człowieka. Zresztą człowiek wierzący na niby nie bardzo wie, co zrobić z tym kochaniem, co z niego wynikać powinno, jak zmieniać życie. W zmysłowym, zmaterializowanym świecie przyjmuje się Chrystusa jako usługodawcę miłości, specjalistę od kochania. Resztki przyzwoitości podpowiadają, że za te usługi trzeba się jakoś odwdzięczyć. No to rewanżuje się człowiek państwową dawką żarliwości - godzinką spędzoną na niedzielnej Eucharystii. Ponieważ dziś czas to pieniądz, reaguje zniecierpliwieniem, gdy warunki kontraktu zostaną naruszone, gdy transakcja się przedłuża choćby o parę minut. Nie, nie ma człowiek nic przeciwko Jezusowi, Jezus jest w porządku, ale wizyt się nie przedłuża, bo to świadczy o złym wychowaniu.

Mówi się, że na dole grozi nuda, a na górze obłęd ( może to i prawda, ale w świecie bez Boga bądź w świecie mizernej wiary). Łatwiej jest zostać na dole i zaradzić nudzie . Można się jej podlizywać imponującą pomysłowością w kreowaniu błahych decyzji. Góra wymaga zbyt wiele zachodu. Lepiej się nie narażać na zbyteczny stres -lepiej żyć wygodnie niż godnie. Taki jest socjologiczny ogląd duchowej kondycji człowieka. Istnieje prawo nieskończonego rogu obfitości, które mówi, że zawsze można znaleźć dowolną liczbę argumentów, żeby udowodnić tezę, na udowodnieniu której nam zależy.

Nie zależy mi na wykazywaniu, że źle jest z człowiekiem. Wciąż szukam motywów nadziei i skrycie wierzę, że tak naprawdę marzy wyłącznie o prawdziwej wielkości, o kontakcie ze Stwórcą. Człowiek pojmowany statystycznie to nie to samo, co osoba, niepowtarzalny byt.

"Sprawa" między Bogiem a człowiekiem jest zakryta dla oczu. A pytanie postawione przez Księdza skierowane jest chyba do człowieka żyjącego z wiary. Czy ja mogę odmówić coś Bogu? Najpierw rodzi się ostry protest - cóż za pytanie, oczywiście, że nie mogę. Gdy wygasną emocje i rozważnie podejdzie się do tego pytania i uczciwie się na nie odpowie, znów wraca całkowita pewność, pewność przemyślana, pewność ugruntowana na całokształcie życia otwartego na Boga. Myślę, że trzeba codziennie wspinać się na górę Moria i oddawszy Bogu klucze swej woli, porywać się na wszystko, czego On zażąda. Jeśli całkowicie zawierzy się Bogu, nie boi się człowiek, że nie sprosta wymaganiom. Nie trzeba wymyślać sobie hipotetycznych sytuacji i przerażać się, że nie będzie nas stać na spełnienie woli Bożej. Wiara jest rzeczywistością dynamiczną i rośnie z dnia na dzień. Każdego dnia przesuwa się granice zawierzenia. Wystarczy spojrzeć wstecz, żeby się przekonać, że te duchowe sprawności, które wydawały się kiedyś nieosiągalne, dziś są habitualne. Klemens z Aleksandrii pisał, że Chrystus jest polifoniczny i działa na różne sposoby dla zbawienia człowieka. Nie ma więc chyba ofiary obiektywnie największej. Wierzę, że Bóg przygotowuje człowieka do każdej próby.

 

Jolanta Lesiuk

silence78@wp.pl